Spectre poster 1
 
 

Opis:

James Bond otrzymuje tajemniczą wiadomość dotyczącą swojej przeszłości. Za jej sprawą wyrusza na ryzykowną misję do stolicy Meksyku. Trop wiedzie następnie do Rzymu, gdzie Bond spotyka Lucię Sciarrę (Monica Bellucci), piękną wdowę po słynnym przestępcy. Podczas tajnego spotkania 007 dowiaduje się o istnieniu niebezpiecznej organizacji zwanej SPECTRE.

W tym samym czasie w Londynie nowy szef rządowego centrum bezpieczeństwa nie tylko kwestionuje działania Bonda, lecz podaje w wątpliwość konieczność istnienia agencji MI6, na której czele stoi M (Ralph Fiennes). Bond prosi Moneypenny (Naomie Harris) i Q (Ben Whishaw) o pomoc w odszukaniu Madeleine Swann (Léa Seydoux), córki dawnego wroga. To ona może być kluczem do rozwikłania zagadki SPECTRE.

Zbliżając się do złowrogiej organizacji, Bond odkrywa wstrząsające powiązanie między sobą a przeciwnikiem, którego ściga (w tej roli Christoph Waltz).

 
 

 

Bond jest wieczny

Najsłynniejszy w świecie popkultury agent wywiadu James Bond obchodził trzy lata temu pięćdziesięciolecie swych filmowych narodzin. Rocznica była umowna, lecz wyrazista. 5 października 1962 roku w londyńskim Pavilion Theater odbyła się premiera pierwszego filmu kinowego z Bondem – „Dr No” (TVP, wideo, DVD: „Dr No”) Terence’a Younga, który stał się wówczas dość niespodziewanym przebojem i początkiem słynnego cyklu, który liczy dziś sobie 24 filmy wyprodukowane przez wytwórnię Eon Pictures. Były też dwie pozycje spoza cyklu (w tym jedna parodia) i wczesny film telewizyjny.

Nad niespodziewaną żywotnością postaci Bonda zastanawiało się wielu krytyków, komentatorów i naukowców. Filmy o jego przygodach biły rekordy kasowe i ku zaskoczeniu wielu przetrwały fale kolejnych filmowych mód. A powieści i opowiadania Iana Fleminga (1908–1964), który stworzył agenta z licencją na zabijanie są stale wznawiane, doczekały się licznych wariacji i kontynuacji. Jednak prawdziwym i największym królestwem agenta 007 jest kino.

Flemingowi udało się połączyć w doskonałych proporcjach wiele elementów, które nie tworzyły do czasu jego wejścia na arenę literatury sensacyjnej spójnej całości. Kino jeszcze bardziej te charakterystyczne cechy uwypukliło. Bond bywał okrutny i obdarzony swoistym, raczej sarkastycznym poczuciem humoru, uważano go za projekcję marzeń o bezwzględnej męskości łagodzonej wyspiarskim arystokratyzmem. W jego postaci dostrzegano też bardzo atrakcyjną emanację indywidualistycznej i hedonistycznej kultury Zachodu, która jest jednakże w pewnym stopniu świadoma swych ograniczeń i pomimo wszystko nie zatraca etycznego wymiaru. Bo agent bywa cyniczny, ale cynizm nie jest jego znakiem firmowym. Działa przecież nie tylko w imię skuteczności czy dla zabawy, ale w sposób często bezwzględny walczy z zagrożeniami, które pojawiają się nad zachodnim demokratycznym światem.

Zaczynał jako dwuznaczny rycerz „zimnej wojny”, zdecydowaniem gotów dorównywać bezwzględnym przeciwnikom zza „żelaznej kurtyny”, by w końcu zawsze ich przewyższyć i nieuchronnie pokonać. Jak wiadomo, pisarz widział idealne wcielenie Bonda w aktorach znanych ze skłonności do delikatnej autoironii i o urodzie amantów – Carym Grancie i Davidzie Nivenie. Jednak po tym, jak Bonda zagrał Szkot Sean Connery, w pamięci widzów pozostał człowiek dość nieokrzesany, za to niezwykle skuteczny.

Bond to reprezentant upadłego Imperium Brytyjskiego, w sposób niejako baśniowy zadający kłam jego zmierzchowi. Jednocześnie to bohater niepozbawiony wyrazistej osobowości, która paraliżuje przeciwników i jak magnes działa na kobiety. Zwracano uwagę, że uosabia on męskie (niektórzy uważali, że wręcz chłopięce) fantazje o ratowaniu świata i zdobywaniu przy tym pięknych kobiet, obracaniu się w świecie luksusu i oszałamiających gadżetów. Postać ta była krytykowana za szowinizm, seksizm i autorytarne ciągoty, ale pozostawała ciągle popularna. Z oczywistych względów za „żelazną kurtyną” Bond stał się jedną z najbardziej zaciekle zwalczanych postaci popkultury, synonimem zgnilizny Zachodu i jego nieuleczalnie imperialistycznego ducha.

Wydawało się, że katastrofą dla cyklu może stać się odejście Seana Connery’go. Tym bardziej, że jego następca, Australijczyk George Lazenby, według powszechnej opinii, zupełnie się w roli superagenta nie sprawdził. Warto jednak zaznaczyć, że obecnie część wielbicieli serii dokonała jego swoistej rehabilitacji, uważając, że nie był pozbawiony charyzmy, a jedynie twórcy Bonda przeżywali moment zagubienia.

Kolejni aktorzy podtrzymali popularność tej postaci. Najbardziej autoironiczny był Roger Moore, skutecznie chłodny okazał się Timothy Dalton, a elegancki i zabawny – Pierce Brosnan. Wszyscy mieli swych wiernych wielbicieli. W 2006 roku na scenie bondowskiej, po dokonanym „resecie” cyklu, pojawił się wybitny brytyjski aktor Daniel Craig. Był to pierwszy Bond–blondyn, początkowo wrogo przyjęty przez wielu fanów, z czasem uznany za najlepszego odtwórcę tej roli od czasów Connery’ego. Sam cykl także ewoluował – od dość zgrzebnych początków, po coraz bardziej wystawne widowiska. W epoce Moore’a pojawiały się coraz wyraźniejsze elementy autopastiszu, w czasach Brosnana zaczęto narzekać na konwencjonalność zbyt już umownego kina akcji. Dlatego też – niewątpliwie pod wpływem cyklu o Jasonie Bournie – w 2006 roku objawił się nowy Bond, bardziej brutalny i bardziej serio. I znów odniósł oszałamiający sukces.

Źródło: dystrybutor filmu Forum Films Poland
 

Zwiastun:


 
 
 
 

Katagoria: hit kinowy
Słowa kluczowe: , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
Opublikowano 3 lata temu.
Publikacja była czytana: 6192  razy.