Alice Pol o Przychodzi facet do lekarza


Znalazłaś się w obsadzie filmu „Wyszłam za mąż, zaraz wracam” w reżyserii Pascala Chaumeil’a, w którym główną rolę męską zagrał Dany Boon. Czy to bezpośredni powód zatrudnienia cię w „Przychodzi facet do lekarza”?

Tak mi się wydaje. Dany skomplementował mnie za moją rolę, grałam siostrę Diane Kruger. Później przyszedł obejrzeć mnie na scenie w sztuce „C’est tout doit… ou l’inverse” („Straight Ahaed, or Vice-Versa”), niedługo przed rozpoczęciem zdjęć do „Przychodzi facet do lekarza”. Zadzwonił do mnie, żebym przyszła na czytanie scenariusza i wcieliła się w rolę Anny – później dość szybko otrzymałam rolę.

 

W jaki sposób opisałabyś Annę? Za jaką kobietę ją uważasz?

Jest pełna pasji, ale jednocześnie trochę szalona. Zrobiłaby dosłownie wszystko dla miłości, lubi także czuć, że żyje. Decyduje się iść na całość ze swoją fantazją o facecie, który „nie istnieje” i nawet jeśli co chwilę pojawiają się znaki ostrzegawcze, oddaje się temu marzeniu w stu procentach. Uważam, że to fajna postać, ponieważ jest w niej coś prawdziwie szalonego. Lubię natomiast także jej przyziemne oblicze, umiejętność radzenia sobie w życiu. Anna bywa także poruszającą postacią – nigdy nie zawiedzie tego mężczyzny ani go nie wypuści ze swych rąk, nawet jeśli ma swoje podejrzenia.

 

Scenariusz zapewne dość mocno zdefiniował tę postać, jej osobowość, ale czy wniosłaś do roli również coś z samej siebie?

Tak, oczywiście! Uwielbiam wchodzić w rolę poprzez garderobę. Anna reprezentuje wyższą klasę średnią, o wiele bardziej niż ja, więc starałam się uważnie dobierać jej stroje oraz zwracać uwagę na wszystkie zachowania. Bardzo ważne było zdefiniowanie jej dykcji – mówi bardzo szybko (ponieważ jest to komedia), ale jednocześnie w dość dystyngowany sposób. Jest więc ode mnie całkowicie inna, ale wpisałam w nią trochę z samej siebie. Podobnie jak ona, podchodzę bardzo naiwnie do życia, co wykorzystałam w szczególności w scenach, w których Romain (postać grana przez Dany’ego) opowiada mi niestworzone historie. Zdarzało mi się podobnie patrzeć na ludzi w realnym życiu.

 

Anna jest rzeczywiście trochę naiwna, ale jej poszukiwania mężczyzny marzeń są bardzo szczere – jest jak księżniczka oczekująca na swojego księcia z bajki.

Dokładnie. Nie tylko zresztą na niego oczekuje, ale sama wyrusza na poszukiwania. Robi dosłownie wszystko co może, aby jej związek mógł się rozwijać – do tego stopnia, że sama zamienia się w pewnym momencie w „księcia z bajki”. Anna pragnie uratować mężczyznę, który znajduje się w bardzo delikatnej życiowej sytuacji… a to prowadzi do wielu ciekawych sytuacji!

 

Granie tego typu postaci wiąże się zapewne dla młodej aktorki z pewnego rodzaju wyzwaniem, ponieważ trzeba mieć komediowe wyczucie, ale także dosłownie w ułamku sekundy umieć zmienić bieg i wprowadzić do roli prawdziwe emocje.

To prawda. Cała zaistniała na ekranie sytuacja oraz związek Anny z Romainem prowadzą do wielu wybuchów śmiechu, ale musieliśmy również przekonać widzów, że ta kobieta naprawdę się w nim zakochała. To właśnie motywuje ją do wyjścia poza własne ograniczenia, podejmowania większego ryzyka, co prowadzi ją nawet w pewnym momencie do zamienienia się w szpiega. Nie grałam jej tylko na śmiesznie. Musiałam zrozumieć jej emocjonalność, jej obawy i lęki, a także fakt, że Anna nigdy nie traci z oczu swego głównego celu – zdobycia tego mężczyzny. Podążanie w takim stylu za miłością to bardzo odważna sprawa i nie zdarza się na co dzień.

 

A w dodatku znalazłaś się na planie z Danym Boonem i Kadem Meradem, którzy w duecie potrafią naprawdę osiągać odmienne stany komediowej świadomości.

Byłam tym przerażona przed rozpoczęciem zdjęć. Wyobrażałam sobie różne wersje grania u boku dwóch tak uznanych ekranowych i scenicznych aktorów, których od dawna sama powiedziałam. Jak miałam się odnaleźć w takiej sytuacji? Okazało się, że wszystko poszło dobrze i od samego początku znalazłam swoje miejsce. Dany i Kad są niezwykle otwarci, co, tak mi się wydaje, widać w mojej grze (i wyjaśnia to także, dlaczego widzowie tak mocno ich kochają). Od razu sprawili, że wiedziałam, że mogę im zaufać, że są po mojej stronie. Poczułam również, że wszyscy jesteśmy sobie równi, pomimo wszelkich różnic w naszych zawodowych osiągnięciach. Nawet teraz, gdy o tym rozmawiam, czuję się trochę wzruszona. Takie coś nie zdarza się każdego dnia.

 

To o czym mówisz widać także na plakacie – twoje nazwisko pojawia się ponad tytułem na równi z Danym i Kadem.

Z początku nie mogłam w to uwierzyć i nabieram rumieńców za każdym razem, gdy ktoś o tym wspomina. Uważam po prostu, że podchodzimy do swojej pracy z podobną pasją, wiemy również dobrze, co robimy. Dany nawiązuje z ludźmi z obsady i ekipy realizacyjnej bardzo mocne relacje. Lubi ludzi, którzy nie boją się ryzykować i pokazują zaangażowanie w swoją pracę. Włożyłam w ten projekt całe swoje serce i duszę. Ani przez sekundę nie brałam niczego za pewnik, nie czekałam aż coś samo do mnie przyjdzie i myślę, że wszyscy to widzieli. Dla Danego i Kada było całkowicie naturalne, że nasze nazwiska będą znajdywały się obok siebie na plakacie.

 

Właśnie takie poczucie ma się oglądając „Przychodzi facet do lekarza” – wszystkie postaci żyją, nie jest to wyłącznie film z dwoma gwiazdami i grupą pozostałych aktorów.

Dokładnie. To było już czuć po pierwszym czytaniu scenariusza. Wiedziałam, że dla aktorki takiej jak ja jest to komedia, której nie można przegapić. Kiedy zaczęliśmy zdjęcia, zdałam sobie sprawę, że Dany jest świetnym reżyserem dla aktorów – każdego potrafi pokierować tak, żeby osiągał najlepsze rezultaty. Czuć to również w samym scenariuszu. Wszystkie role są świetnie rozpisane i pełne konkretów. Niektórzy występują tylko w pojedynczych scenach, ale sprawdzają się w nich wyśmienicie. Bardzo mi się również podobała rola Nory, w którą wciela się świetna i przezabawna Judith El Zein. Wszyscy byliśmy traktowani na równi, niezależnie od czasu ekranowego i kwestii dialogowych do wypowiedzenia.

 

Popraw mnie, jeśli się mylę, ale wasza grupa miała okazję zawiązać jeszcze mocniejsze relacje również dzięki kręceniu zdjęć w lokacjach poza Francją?

O tak, zdecydowanie. Ja z samego założenia potrzebuję na planie bliskości z kolegami i koleżankami po fachu. Nie ma takiej możliwości, żebym przesiadywała sama w swojej przyczepie. Kręciliśmy w nocy na Węgrzech, co oznaczało wyjazd o 14:00 i powrót o 7 rano. Po jakimś czasie człowiek nie wie, gdzie jest ani gdzie żyje. Jadaliśmy razem śniadania, a potem wszyscy szli do łóżek! Było w tym coś rodem z obozu letniego, coś przepięknie dziecięcego, co niezwykle mi się w tym wszystkim podobało i co będę jeszcze długo wspominać.

 

„Przychodzi facet do lekarza” to twój dziesiąty film pełnometrażowy. W „Josephine”, „Vilaine” czy „Przepisie na miłość” widać już było twoje komediowe zacięcie oraz umiejętności, które tak świetnie sprawdziły się w tym przypadku.

Zaczęłam karierę w zupełnie innym stylu, grałam w telewizji i teatrze, prawdopodobnie dlatego, że moje wczesne aktorskie lata były trudniejsze i pojawiałam się w bardziej dramatycznych rolach. Bardzo dobrze czuję się w komedii, ponieważ otrzymuję natychmiastowe reakcje od publiczności. W „Vilaine” (nie była to tylko komedia) grałam mało inteligentną lalunię i wiem, że widzom ta rola się podobała. Ale w „Przychodzi facet do lekarza” i „Josephine”, choć gram w nich „na śmiech”, pojawiają się także inne, poważniejsze wątki, więc cieszę się, że występuję w popularnych komediach i nie obawiam się, że zostanę w tym gatunku zaszufladkowana.

 

Jeśli przyjrzeć się bliżej twojej karierze, można zauważyć, że pracowałaś na scenie, w telewizji oraz przy filmach krótkometrażowych i pełnometrażowych. Czy był to dla ciebie sposób na szkołę aktorską i lepsze poznanie branży?

Absolutnie tak. Nie żałuję tego, że próbowałam wszystkiego. Pracowałam nawet jako statystka. W mojej pierwszej prawdziwej roli miałam do wypowiedzenia tylko jedną kwestię dialogową. Wiem, że to brzmi banalnie, jakby dziewczyna spoza branży robiła wszystko, żeby się do niej dostać, ale zbieranie wszystkich tych doświadczeń było dla mnie bardzo dobrą szkołą. Nie oznacza to, że w noc przed kręceniem zdjęć udaje mi się mniej stresować, ale wraz z upływem kolejnych lat człowiek nabywa coraz więcej doświadczenia, umiejętności oraz zrozumienia dla tego wszystkiego. Cieszę się, że nie zaczęłam kariery zbyt gwałtownie i „przebojowo”. Dzięki tak obranej drodze mogę lepiej przyswajać to, co się obecnie dzieje wokół mnie, łatwiej radzę sobie także z presją przy takich ważnych premierach jak „Przychodzi facet do lekarza”.

 

Fiszka filmu:  Przychodzi facet do lekarza

Supercondriaque
 
przychodzi-facet-do-lekarza-2014

Reżyseria: 


Obsada:
, , ,

Gatunek:

Premiera: 11 Lipiec 2014
Rok produkcji: 2014
Kraj: Belgia, Francja


 
 
 
 

Dystrybutor filmu

 
 
 
 

Katagoria: warsztat aktora
Słowa kluczowe: 
Opublikowano 3 lata temu.
Publikacja była czytana: 345  razy.