Wojciech Mecwaldowski o roli w „11 minutach”


Przeczytałeś scenariusz „11 minut” i jaka była twoja pierwsza refleksja?

Że ten film to wielkie wyzwanie.

 

Wyzwania bywają mobilizujące i onieśmielające.

To zdecydowanie należało to mobilizujących. Już sam scenariusz robił wrażenie. To była historia opowiadana z zegarmistrzowską precyzją. 11 minut z życia kilkunastu różnych postaci – pozornie nie mających ze sobą nic wspólnego – które „los” łączy w finale.

 

Anna Sasnal nazwała ten film „zarządzaniem katastrofą”.

Trudno sklasyfikować ten rodzaj kina, bo trudno „11 minut” do czegokolwiek innego porównać. Film ma puls, rytm, mówi o niewiadomej jaką jest życie i co ze sobą niesie. Jakie jest nieprzewidywalne i jak rzadko doceniamy to, że mamy w nim po prostu czas. To coś, o czym marzymy i czego często nie widzimy bo pędzimy za wyobraźnią. Mówię to wszystko na podstawie lektury scenariusza, ale już niedługo zobaczę gotowy film.

11 minut (13)

 

Aktor niecierpliwi się premiery, wygląda jej, nie może się doczekać?

Oczywiście. I nie chodzi tylko o to, by siebie samego zobaczyć na ekranie, ale by przekonać się, jaki to nasze wspólne dzieło ma finał, czy nasza praca, założenia i wyobrażenia znalazły swoje odbicie na ekranie. To bardzo ważny moment dla nas wszystkich.

 

W filmie wystąpiła plejada polskich aktorów. Grasz jedną z głównych ról, pana młodego, który tuż po ślubie próbuje…

Nie zdradzajmy szczegółów. Powiem jedynie, że gram człowieka, którego gubi… zazdrość. Jego chęć kontrolowania życia – nie tylko swojego – i dominacji nad wyborami drugiej osoby doprowadza go do obsesji i szaleństwa, którego nie jest w stanie zatrzymać.

 

Rozumiesz swojego bohatera?

Rozumiem jego motywacje, co nie znaczy, że muszę się zgadzać z jego wyborami. Rozumiem co nim kieruje, to było niezbędne do tego, by wcielić się w tę postać. Ale sam jestem zwolennikiem niezależności w życiu. Cenię wolność swoją i innych.

11 minut (12)

 

W filmie twój bohater ma niezwykłą vis comicę, grasz ciałem, oczami, gestem, mniej słowem.

Moja postać rzeczywiście niewiele mówi. Raczej działa, jest w ciągłym ruchu, próbuje gdzieś dotrzeć, przemieszcza się. Prowadzi nieustanną rozmowę w swojej głowie, nie tylko z samym sobą. To narasta i powoduje – najpierw czyny, a potem myślenie. Przez co trochę za późno orientuje się, co narobił i nie ma już możliwości wykonania jakiegokolwiek ruchu.

11 minut (1)

Czasami wszystko też jest w rękach…no właśnie o tym też jest ten film, przynajmniej dla mnie. O tym Kimś/Czymś, co każdy nazywa po swojemu. Co może tym wszystkim kieruje albo nie chce się w to mieszać. Co jest nad Nami, obok Nas i się temu wszystkiemu przygląda. Tak jak widz będzie przyglądał się tym Bohaterom i 11 minutom z ich życia.

 

Jak wyglądała współpraca z Jerzym Skolimowskim?

Cenię Jerzego nie tylko jako reżysera, także jako człowieka. Imponują mi ludzie, którzy czują, że żyją. Ludzie, których wyobraźnia przekracza normy, ale umieją w tym wszystkim uważnie słuchać drugiego człowieka. W pracy dawał mi dużą swobodę, zaufał mi, a ja bezgranicznie jemu. Czułem, że czeka aż podczas scen, dubli za każdym razem będę proponował coś nowego, a zarazem trzymającego się absolutnie ram, które założyliśmy i których nie wolno przekraczać. To trudne, ale niewiarygodnie motywujące. Zagłębiać się w myśl coraz bardziej, a zarazem wiernie w dublu odtworzyć to, co już mamy. Dużo rozmawialiśmy o mojej postaci, relacji z żoną, o tym, w czym te postaci tkwią i jak to nazwać – nie nazywając.

 

Łączy was nie tylko pasja do kina, obaj malujecie.

Tak, to prawda. Tyle, że Jerzy maluje naprawdę, a ja paćkam, malowaniem tego nazwać nie można. To, że kochamy obcować z płótnem, obserwować jak obrazy „żyją”, być może wynika z podobnej wrażliwości. W ten sposób wyrzucamy też z siebie emocje, chlapiąc farbą na płótno, które jest czyste, białe, nieskazitelne. Z moją filmową żoną namalowaliśmy Jerzemu i Ewie obraz, który charakteryzuje nasze małżeństwo i to, do czego zmierza. Teraz czekam, aż Jerzy będzie miał czas i we dwóch pomalujemy na łonie natury.

 

Czego byś się chciał od niego nauczyć?

Już się wielu rzeczy nauczyłem i uczę dalej.  

 

Co było najciekawsze w pracy nad filmem „11 minut”?

Poczucie, że spełniam swoje marzenia. Jeśli mam możliwość zagrania jednej z głównych ról w filmie Jerzego Skolimowskiego to wiem – mówię to bez kokieterii – że to coś więcej niż praca. Dla mnie za każdym razem film jest nowym życiem, które dostaję i wielką przygodą, w której poznaję wspaniałych ludzi, od których mogę się wiele nauczyć. W tym przypadku w pracy najciekawsze było też to, że mogłem popatrzeć na ten świat trochę z góry. I pomyśleć jak z tej perspektywy wygląda moje życie.

 

Fiszka filmu:  11 minut

 
11minut plakat

Reżyseria: 


Obsada:
, , , , , , ,

Gatunek: ,
Nagrody/nominacje:
Premiera: 23 Październik 2015
Rok produkcji: 2015
Kraj: ,


 
 
 
 

Dystrybutor filmu

 
 
 
 

Katagoria: warsztat aktora
Słowa kluczowe: , ,
Opublikowano 3 lata temu.
Publikacja była czytana: 759  razy.