Muzyka w Kochajmy się od święta


„Lubię myśleć o Cooperach jako o von Trappach tegorocznych świąt Bożego Narodzenia. To von Cooperowie”, śmieje się Jesse Nelson, reżyserka „Kochajmy się od święta”. Być może nasi bohaterowie nie są spokrewnieni ze słynną śpiewającą familią z „Dźwięków muzyki” Roberta Wise’a, ale Nelson ma całkowitą rację przyrównując obie rodziny pod względami wokalnymi.

 

Alan Arkin był w przeszłości zawodowym muzykiem folkowym, obecnie potrafi wyczyniać prawdziwe cuda na ukulele. Ed Helms od razu dał reżyserce wybór instrumentu, na którym może grać jego filmowy bohater – „wolisz pianino, gitara czy banjo?” John Goodman od lat zdobywa uznanie jako wspaniały muzyk oraz piosenkarz, a na dodatek jest prawdziwym mistrzem grania na ustnej harmonijce. Diane Keaton często śpiewała w swoich wcześniejszych filmach, więc przyjęła z uśmiechem wyzwanie wykonania przed kamerą kilku świątecznych przebojów. June Squibb również może się pochwalić talentem wokalnym, co sprawiło, że zawsze dotrzymywała Keaton kroku. Alex Borsten umie grać na wiolonczeli – i choć jeszcze nie na poziomie zawodowym, to z pewnością już wkrótce i tę umiejętność opanuje do perfekcji.

Kochajmy się od święta

Nelson poprosiła dodatkowo o pomoc przy tworzeniu filmowego soundtracku swego wieloletniego przyjaciela, nagrodzonego Grammy muzyka, producenta i piosenkarza T Bone Burnetta. „Od jakiegoś czasu myśleliśmy o realizacji filmu związanego muzycznie ze świętami, bo oboje kochamy ten okres. Wszystkie melodie mu towarzyszące są przepiękne”, zachwyca się reżyserka. Gdy powiedziała Burnettowi, że w filmie będzie scena rodzinnego śpiewania kolęd, podając przy okazji listę aktorów biorących udział w projekcie, nie musiała go dłużej przekonywać. „Okazało się także, że znał twórczość folkową Alana, jeszcze sprzed jego aktorskich dokonań. Doskonale pamiętał także cudowny głos Diane, która zadebiutowała jako piosenkarka w Złotych czasach radia Woody’ego Allena. Pracował również z Edem Helmsem, znał więc jego możliwości”. Burnett przyjechał do domu Nelson, gdzie wspólnie pracowali z aktorami i wybierali piosenki najbardziej pasujące do opowiadanej historii. Arkin zasugerował nawet jedną, którą bardzo dobrze znał – „Born in Bethlehem” i która stała się ostatecznie najważniejszym punktem sekwencji rodzinnego śpiewania.

Warto dodać, iż aktorzy świetnie się tamtego dnia bawili i jeszcze bardziej zżyli, co pomogło im grać członków tej samej rodziny. Po zakończeniu zdjęć Burnett wysłał Nelson prawie sto kolejnych piosenek, żeby mogła wypróbować różnych wersji w montażu. Co więcej, jego przyjaciel, Charles Duncan, napisał nowy świąteczny przebój zatytułowany „The Light of Christmas Day”, który pojawia się na napisach końcowych filmu w wykonaniu Alison Krauss oraz Roberta Planta. „Muzyka jest esencją świąt Bożego Narodzenia, musiała więc automatycznie stać się ważną częścią naszego filmu”, mówi producent Michael London. „Jesse chciała nakręcić obraz wypełniony radosną muzyką, ale także uchwycić bożonarodzeniowego ducha, łącząc w filmie elementy świętowania z fragmentami melancholijnymi. Muzyka spina wszystkie wątki Kochajmy się od święta efektowną klamrą, która sprawi, że widzowie będą się radować i jednocześnie płakać ze wzruszenia”, kontynuuje producent. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Jesse Nelson jest znana ze znakomitego gustu muzycznego, a jej film „Sam” był nominowany do Grammy w kategorii Najlepszy soundtrack.

Dla Arkina możliwość zagrania przed kamerą na ukulele była wielkim zaszczytem. „Przez 50 lat radziłem sobie dość średnio z gitarą. Nie potrafiłem nigdy zagrać tak, jakbym sam siebie chciał usłyszeć, postanowiłem więc przestać się frustrować tymi niepowodzeniami. Odłożyłem gitarę na bok i zabrałem się za granie na ukulele. Nie mógłbym lepiej trafić!”, wyjaśnia aktor, który zakochał się w pomyśle rodzinnego śpiewania Cooperów. „Tak to wygląda w prawdziwym życiu. Chodzi o poczucie harmonii, a to rodzi się wyłącznie poprzez praktykę. Świetnie się bawiliśmy przy kręceniu tych scen. Mamy jazzową wersję jednej znanej kolędy, w innej poszliśmy trochę w stronę latynoskich rytmów. W filmie będzie to trwało jakieś 10 sekund, ale warto było. Jestem zdania, że muzycznie Kochajmy się od święta zachwyci wszystkich widzów”, kontynuuje Arkin. Helms z kolei informuje, że chciał zagrać w tym filmie ze względu na słodko-gorzki scenariusz oraz obsadę składającą się z jego aktorskich idoli. „Kiedy dowiedziałem się, że będę mógł wystąpić u boku Alana Arkina, wpadłem w niekontrolowaną ekscytację! To było totalnie szalone doświadczenie! Nie mogę nawet uwierzyć, że do tego w ogóle doszło”, mówi aktor.

„Uwielbiam śpiewać kolędy, ale Cichą noc uważam ogólnie za jedną z najlepszych kompozycji muzycznych”, kontynuuje Helms. „Na planie zaśpiewaliśmy kilka tradycyjnych świątecznych kolęd i piosenek, a także szereg ich dziwniejszych wersji, co sprawiło, że jeszcze bardziej podkreśliliśmy wyjątkowość Cooperów jako rodziny”. Aktorzy nie tylko świetnie się bawili na planie, ale złapali także bakcyla improwizacji. Arkin zaczynał grać na ukulele, a kolejne sekundy przynosiły kolejnego dołączającego się do niego grajka lub śpiewaka, tak że w pewnym momencie praca na planie chwilowo ustawała i wszyscy oddawali się wspólnemu świętowaniu. John Goodman wspomina, że dawno się tak dobrze nie bawił przy kręceniu filmu, w szczególności w chwilach gdy mógł spontanicznie improwizować z Helmsem, Arkinem, Keaton, Squibb oraz Borstein. Montażystka Nancy Stewart rozumiała aktorskie emocje we wszystkich nakręconych scenach, ale ogrom materiału sprawił, iż stanęło przed nią ogromne wyzwanie. „Śpiewanie na żywo przed kamerą jest w kontekście filmowym bardzo trudne, ponieważ każde ujęcie posiada nieco inne tonacje głosów śpiewających, każdy kadr jest złożony z innych relacji pomiędzy aktorami i granymi przez nich postaciami”, opowiada Stewart. „W niektórych ujęciach słychać bardziej jeden instrument, w innych jakiś aktor wybija się ponad innych. Łączenie materiału jest czasochłonne”.

W przypadku doboru piosenek montażystka nie miała wcale łatwiej. „T Bone Burnett przesłał mi dziesiątki bardzo eklektycznych utworów, zaznaczając, że dzięki nim będę w stanie znaleźć odpowiedni rytm do każdej ze scen. Stewart była autentycznie zdziwiona, że może istnieć tak wiele wersji jednej kolędy. „Depresyjne, radosne, zabawne, złowieszcze. To niesamowite, że świąteczne przeboje można wykorzystywać w tak wielu emocjonalnych kontekstach, więc w filmie pojawia się naprawdę mnóstwo kolęd i piosenek w różnych aranżacjach, żeby podkreślić emocje panujące na ekranie”, mówi Stewart. „Jest ich tak wiele, że musiałam bardzo uważać, aby niczego nie spłycić zbyt szybkim cięciem do kolejnego ujęcia lub sceny. Muzyka była dla mnie w tym sensie znakomitym przewodnikiem”, mówi montażystka. Dobrym przykładem jest scena wykonania „Have Yourself Merry Little Christmas” przez Charlotte i Sama. Dla Keaton i Goodmana była to prawdziwa gratka, ponieważ oboje tę właśnie piosenkę uważają za swój ulubiony świąteczny przebój. Jesse Nelson dodaje, że ten fragment idealnie odzwierciedla emocjonalną podróż, którą ta dwójka przebywa przez cały film: „Ich wykonanie jest wprost cudowne. Piękne. Smutne. Autentyczne. Wierzę, że na salach kinowych pojawi się wiele łez!”

 

Fiszka filmu:  Kochajmy się od święta

Love the Coopers
 
Kochajmy się od święta

Reżyseria: 


Obsada:
, , , , , , ,

Gatunek:
Nagrody/nominacje:
Premiera: 04 Grudzień 2015
Rok produkcji: 2015
Kraj: 


 
 
 
 

Dystrybutor filmu

 
 
 
 

Katagoria: warsztat kompozytora
Słowa kluczowe: , , , , , , , , , , , , , ,
Opublikowano 2 lata temu.
Publikacja była czytana: 2193  razy.