Zdjęcia do Kochajmy się od święta


Śnieg naprawdę prószył. A potem zaczynały się nawałnice… „Kręciliśmy zdjęcia w lutym w Pittsburgu, kiedy spadł śnieg, było tak cudownie. Wszystkie rzeki… mosty… parki… przestrzenie… Ależ to wspaniałe miasto!”, opowiada Jesse Nelson.

 

„Chcieliśmy uczynić z tego zaletę naszego projektu, wpisaliśmy nawet wiele oblicz miasta do naszego scenariusza. Nie wzięłam jednak pod uwagę tego, że natrafimy na ostre śnieżyce… Musieliśmy pracować w temperaturze -10 stopni Celsjusza, jednego dnia zamarzła ciężarówka wożąca kamery, innego mieliśmy problemy z paliwem…”, opowiada reżyserka, dodając, iż „jednym z naszych głównych rekwizytów była śnieżna kula, która pewnego dnia była zlodowaciała do tego stopnia, że wybuchła!

Charlotte Cooper kolekcjonuje śnieżne kule Nie jest to tylko jej wielka pasja czy też wieloletnie hobby. To sposób, w jaki kobieta postrzega otaczający ją świat. „Podobała mi się metafora śnieżnej kuli jako symbolu pamięci – patrzenia przez padający śnieg na siebie samą z dawnych lat”, wyjaśnia Nelson, dodając, iż ogromna ilość śniegu, która pojawia się w filmie, zmusza bohaterów jeszcze bardziej do poszukiwania ciepła drugiego człowieka oraz wchodzenia w nowe relacje. „To właśnie opady śniegu powodują, że Joe nie może ruszyć się z lotniska, czekając na poprawę pogody. Tam poznaje Eleanor, która wywraca jego życie do góry nogami. Ale pozytywnie! W takich warunkach ludzie zaczynają dzielić się swoimi doświadczeniami z nieznajomymi”, informuje Nelson. Ale w innych warunkach również jest podobnie. „Emma Cooper została aresztowana i przebywa w wozie funkcjonariusza Williamsa, ale stoją w tak ogromnym korku, że końca nie widać. W scenach, w których Bucky i Ruby siedzą sobie w restauracji, jedynie szyby dzielą ich od śnieżnej zamieci, która spowija całe miasto białym całunem. Czuć, iż natura ma w tym okresie coś więcej do powiedzenia”, kontynuuje Jesse Nelson.

Jesse Nelson

Jesse Nelson na planie filmu „Kochajmy się od święta”

Autor zdjęć Elliot Davis nazywa „Kochajmy się od święta” „filmem pogodowym”. Kręcenie zdjęć w tak dramatycznych warunkach „było znakomitą sposobnością, aby przekazać kruchość i wrażliwość wszystkich bohaterów. Czuliśmy się przy okazji tak, jakbyśmy sami znajdowali się wewnątrz śnieżnej kuli, jakbyśmy byli w odizolowanym świecie pełnym ciekawych zjawisk, które powodują, że ludzie zaczynają się zupełnie inaczej zachowywać”, twierdzi Davis. „Dzięki temu, że to prawdziwy śnieg i autentyczne, niekomputerowe warunki atmosferyczne, czuć na ekranie napięcie, które wynika z zaistniałych sytuacji. Pracowałem już przy filmach, w których pogoda gra tak dużą rolę, między innymi w Podróży przedślubnej oraz Co z oczu, to z serca. Nauczyłem się świadomie zwracać uwagę na pewne rzeczy”. Nelson dała również Davisowi kilka zdjęć pokazujących paletę kolorów, jaką chciałaby uzyskać na ekranie. „Na zewnątrz panują przeważnie odcienie bieli i szarości, dzięki czemu czerwone wdzianko Mikołaja tak bardzo się na ich tle wyróżnia”, opowiada autor zdjęć. „Chodziło nam o rozpoczęcie od chłodnych, zimowych kadrów, od poczucia izolacji i lekkiej desperacji, a także presji związanej z tym akurat dniem. Bohaterowie są pozostawieni sami sobie, niezależnie od tego, czy siedzą na lotnisku, czy też w kawiarence”.

Kochajmy się od święta

Davis podkreśla, że scenę rodzinnych śpiewów nakręcił w typowo dokumentalnym stylu, korzystając z dwóch kamer skierowanych bezpośrednio na twarze aktorów, żeby uchwycić przede wszystkim ich występy. „Nie kręciliśmy wyłącznie na zbliżeniach, lecz także w nieco szerszych kadrach, żeby ukazywać bohaterów w otoczeniu bliskich im ludzi”. Z kolei w scenie kolacji „mieliśmy nakaz od studia, żeby wszelkie potrawy ukazać jak najbardziej atrakcyjnie, ponieważ są one jednym z elementów, które zbliżają do siebie ludzi w okresie świątecznym”, wspomina Davis. „W filmie jest naprawdę DUŻO jedzenia!” Autor zdjęć pracował wcześniej z Jesse Nelson przy „Samie”, dlatego ponowna możliwość spotkania się na planie bardzo go ucieszyła. „Jesse ufa kamerze, współpracujemy ze sobą bardzo blisko, ponieważ ona wie, co chce osiągnąć, a przy okazji jest otwarta na moje pomysły”, kontynuuje Davis, informując jednocześnie, że zdjęcia do „Kochajmy się od święta” powstały w trakcie 45 dni na kamerach cyfrowych, w szerokoekranowym anamorfotycznym formacie obrazu 2,35:1.

W scenach rozgrywających się we wnętrzach główną inspiracją Nelson były obrazy holenderskiego malarza epoki Renesansu, Pietera Bruegela Starszego (przykładowo „Myśliwi na śniegu” – z pejzażem zamarzniętych i surowych przestrzeni, które ocieplają swoją obecnością ludzkie postaci). „Zakochałam się w kolorach, które wykorzystaliśmy we wnętrzach – śnieżnym błękicie zimy oraz niebieskiej szarości ścian”, opowiada Nelson. „Powtórzyliśmy je również w scenach w garderobie Diane, która jest najlepszym dowodem na to, że choć Charlotte i Emma nie żyją ze sobą w najlepszych relacjach, ubierają się w gruncie rzeczy bardzo podobnie. Gdy były małymi dziewczynkami, nosiły takie same stroje, które symbolizowały ich siostrzaną miłość. Choć wyrosły, nie przestały ubierać się w taki sposób”, dodaje reżyserka. Scenografka Beth Rubino i kostiumografka Hope Hanafin miały podkreślić te i wiele innych aspektów świata bohaterów filmu za pomocą kolorów. Rubino, która była nominowana za swoją pracę przy „Wbrew regułom” oraz „Amerykańskim gangsterze” do Oscara, jest znana z wielkiego wyczucia w kontekście tworzenia idealnych domostw, w których każdy chciałby zamieszkać. Pracowała już także z Diane Keaton przy „Lepiej późno niż później” Nancy Meyers.

LOVE THE COOPERS

Diane Keaton oraz John Goodman w „Kochajmy się od święta”

Dom Cooperów jest miejscem dość uniwersalnym, ponieważ to właśnie w nim znajduje się wiele dziecięcych wspomnień głównych bohaterów, którzy już tam od dawna nie mieszkają. Mogą je jednak przynajmniej częściowo odzyskać, jeśli tylko otworzą się na to, co miejsce to ma im do zaoferowania. Rubino i Nelson doszły szybko do kompromisu pod względem wyglądu domu Cooperów. „Współczesny. Komfortowy. Nostalgiczny. Dostępny dla wszystkich”, wyjaśnia scenografka. „Nie chciałyśmy, by to miejsce wyglądało na urządzone przez osoby z zewnątrz, świecące i piękne jak z katalogowego obrazka. Dom wygląda tak, jakby przez lata żyli w nim prawdziwi ludzie, tworzący z tej przestrzeni coś swojego i w ten sposób absolutnie unikatowego. Właśnie dlatego staje się on dla wszystkich bohaterów katalizatorem pięknych wspomnień” – kontynuuje Rubino, dodając, że poszukując idealnego domu, który zagrałby przytulne i nieco chaotyczne gniazdko Cooperów, udało im się znaleźć miejsce perfekcyjne… z zewnątrz. „W jaki sposób oddać charakter domu? W jaki sposób przekazać, iż przez lata zmieniał się wraz ze swoimi właścicielami?”, mówi scenografka.

„W trakcie poszukiwań zrozumiałyśmy, że ta przestrzeń musi posiadać wiele szklanych elementów, co wiązało się z zapisanymi w scenariuszu odniesieniami do śnieżnej kuli”, wyjaśnia Rubino. „W ten sposób uzyskałyśmy ciekawe wrażenie estetyczne, a także podkreśliłyśmy główny motyw filmu – że nasze prywatne światy są nieustannie wstrząsane przez niezależne od nas siły, a my musimy doceniać wszystkie chwile spokoju. Ale także nie poddawać się bez walki”, kontynuuje z rozmysłem scenografka „Kochajmy się od święta”. „Ten wątek stał się podstawą wszystkiego, co później robiłyśmy na planie. Z niego narodziła się estetyczna warstwa całego filmu – koncepcja, że każdy człowiek ogląda świat w lekko wykrzywionym zwierciadle. Wszystkie przygotowane przez nas plany zdjęciowe wyglądały tak, jakby widz patrzył na nie przez śnieżną kulę”, podkreśla Rubino. „Kolory były kolejnym ważnym elementem opowiadanej na ekranie historii, akcentującym przytulną hermetyczność tego domowego świata, a także opisującym poszczególnych bohaterów i to kim są naprawdę, a nie to jak chcieliby, żeby widzieli ich inni”

Kluczowym planem była kuchnia – serce domu Cooperów. To tam, co oczywiste, przygotowuje się jedzenie, co automatycznie oznacza, że kuchenna przestrzeń jest wypełniona, najbardziej ze wszystkich pomieszczeń, świątecznym duchem. „Jedzenie stanowi bardzo ważny element naszego filmu. Wykreowaliśmy cały ten świat niemalże od zera – zastanawialiśmy się, jakie podamy talerze, w jaki sposób nakryty zostanie stół, jakie sztućce się na nim znajdą itd.”, opisuje z dumą Rubino. Twórcy „Kochajmy się od święta” celowali jednak nade wszystko w prostotę oraz niewyszukane wzory, które ukażą esencję rodziny Cooperów. „Nie chcieliśmy wpisywać się w schematy kina świątecznego, dlatego zapadła decyzja, żeby odejść od bożonarodzeniowych wzorów oraz strojów. Pomogły nam po raz kolejny tonacje, które można zaobserwować w pracach Bruegela – żadnych jasnych i odblaskowych kolorów, ani czerni i bieli. Bogate, wyraziste tonacje”.

Gdy Nelson wraca wspomnieniami do pracy na planie „Kochajmy się od święta”, jeden dzień wyróżnia się spośród pozostałych. „Kręciliśmy sceny w prawdziwym szpitalu. Bucky przechodzi obok porodówki, gdzie urodziło się właśnie siedmioro dzieci. W Wigilię Bożego Narodzenia”, wyjaśnia reżyserka. „Powtarzałam wcześniej pielęgniarkom, że mam nadzieję, że urodzi się tego dnia dużo dzieci, bo to pomoże nam nagrać fantastyczne przebitki do filmu. A one powtarzały, że powinnam nakręcić wszystkie ujęcia po pełni księżyca, bo wtedy będę miała do dyspozycji przynajmniej siódemkę dzieci”, wspomina z niedowierzaniem Jesse Nelson. „I tak właśnie się stało. Jedno dziecko urodziło się wprawdzie tuż przed przybyciem naszej ekipy, ale po pełni księżyca pojawiło się dokładnie siedem nowych niemowląt”, informuje reżyserka. „Wzięłam to za dobry omen”, podkreśla ze śmiechem Nelson.

 

Fiszka filmu:  Kochajmy się od święta

Love the Coopers
 
Kochajmy się od święta

Reżyseria: 


Obsada:
, , , , , , ,

Gatunek:
Nagrody/nominacje:
Premiera: 04 Grudzień 2015
Rok produkcji: 2015
Kraj: 


 
 
 
 

Dystrybutor filmu

 
 
 
 

Katagoria: warsztat operatora filmowego
Słowa kluczowe: , , , , , ,
Opublikowano 2 lata temu.
Publikacja była czytana: 1176  razy.