Leszek Bodzak o produkcji filmu Ostatnia rodzina


Co sprawiło że zainteresował się pan akurat tym projektem?

Mojej decyzji nie determinował temat czy perspektywa rozgłosu, to nie musi przekładać się na wartość filmu. Zdecydował znakomity scenariusz Roberta Bolesto. Zrobiły na mnie wrażenie takie elementy jak język postaci, wrażliwość, humanizm, czarny humor, czy dramaturgia tego tekstu. Materiał tworzył spójną całość. Ujęcie Roberta to był portret Beksińskich, ale nie tylko znanych osób – słynnego malarza czy jego nie mniej znanego syna – lecz całej rodziny i złożonych emocjonalnych więzi  pomiędzy jej członkami. Poczułem, że jeśli tylko ta opowieść zostanie konsekwentnie i mądrze zrealizowana, to jest szansa na uniwersalne przesłanie, za którym podążą widzowie nie tylko w Polsce.

 

Czy fakt, że reżyser był przed pełnometrażowym debiutem odebrał pan jako element dodatkowego ryzyka?

Nie jestem szalonym romantykiem, a raczej kochającym kino pragmatykiem. Wbrew pozorom wszystko ułożyło się logicznie, tym bardziej że doszło do ciekawego zdarzenia. W maju 2014 roku obejrzałem film „Deep Love” Jana P. Matuszyńskiego na Krakowskim Festiwalu Filmowym. Nazwałem go prywatnie fabularyzowanym thrillerem dokumentalnym. Zachwycił mnie ten film i pomyślałem, że z chęcią wyprodukowałbym jakiś projekt tego reżysera. A następnego dnia rano zadzwoniła do mnie Iwona Ziułkowska-Okapiec (agentka Jana P. Matuszyńskiego) z pytaniem czy nie spotkałbym się z Jankiem w sprawie jego debiutu fabularnego. Kiedy jednak doszło do spotkania, przedmiotem naszej rozmowy nie była głównie „Ostatnia Rodzina”. Rozmawialiśmy o naszych gustach filmowych, o tym, jakie filmy są dla nas ważne lub były istotne na poszczególnych etapach życia. Okazało się, że mamy bardzo zbieżne spojrzenie na kino. Chyba taka komitywa i takie porozumienie pomiędzy reżyserem a producentem, już podczas pierwszego spotkania, rzadko się zdarzają. Wizja Janka mnie przekonała i byłem pewny, że to wcale nie jest wielkie ryzyko.

 

Co było największym wyzwaniem przy pracy nad tą produkcją?

To było jedno wielkie wyzwanie, które można podzielić na dwa poziomy. Jeden poziom był pozafilmowy, czyli trzeba było uregulować całą masę praw – wizerunkowych, muzycznych itd. Scenariusz był wyjątkowy i stanowił wspaniałe wyzwanie artystyczne, ale baliśmy się czy zdołamy opowiedzieć tę historię niejako od wewnątrz, czyli z perspektywy rodziny Beksińskich. Musieliśmy pozyskać do współpracy wiele osób i instytucji, ale kluczowe było zaufanie, odwaga   i wsparcie dyrektora Wiesława Banacha z Muzeum Historycznego w Sanoku, tj. jedynego spadkobiercy ostatniego zmarłego członka rodziny – Zdzisława Beksińskiego. Niezwykle istotna była również pomoc ze strony Piotra Dmochowskiego, marszanda, który zajmował się sprzedażą i promocją malarstwa Beksińskiego za granicą. Do tego należy dołączyć grupę przyjaciół Tomka Beksińskiego, którzy pomagali Dawidowi Ogrodnikowi w przygotowaniach do roli. Oni wszyscy mieli swoje obawy, co oczywiście szanowaliśmy. Wiedzieliśmy jednak, że chcemy opowiedzieć tę historię w sposób subtelny, aby nikogo nie osądzać, nie stawiać łatwych tez, nie ferować wyroków. Drugi poziom dotyczył odtworzenia, na przestrzeni 28 lat, świata, którego już nie ma. Zmieniające się osiedle na warszawskim Służewiu nad Dolinką, oba mieszkania: rodziny Beksińskich oraz Tomka, który mieszkał na tym samym osiedlu co jego rodzice, wreszcie wyjątkowa sekwencja katastrofy lotniczej, w której uczestniczył Tomek – film pełen jest scen, które stanowiły olbrzymie wyzwanie inscenizacyjne i produkcyjne. Bardzo pomocne było w tym zachodnie doświadczenie filmowe mojej wspólniczki, Anety Hickinbotham.

 

Ekipa pięknie połączyła pokolenia, ludzi doświadczonych i stawiających pierwsze kroki w zawodzie.

Ekipę budowaliśmy wspólnie. Janek od razu zastrzegł, że chciałby pracować z operatorem Kacprem Fertaczem i montażystą Przemysławem Chruścielewskim, swoimi bliskimi współpracownikami od lat. Obaj łączą młody wiek z dojrzałością i wiedzą. Dodatkowo Kacper był mózgiem scen z udziałem efektów specjalnych, których… nie widać, a których film ma całe mnóstwo. Dotyczy to np. scen w plenerach osiedla czy widoków z okien mieszkań Beksińskich zbudowanych na hali. Nie użyliśmy bowiem greenscreenów, tylko najnowszych projektorów i matte paintów do przedniej projekcji. Ale to bardzo długa opowieść… Udział w projekcie doświadczonych: Jagny Janickiej – scenografa czy Tomka Matraszka i Anny Gorońskiej – charakteryzatorów, a z drugiej strony młodej, utalentowanej Emilii Czartoryskiej (kostiumy), oznaczał, że ekipa miała w swoim składzie zarówno „wyjadaczy”, jak i tych, którzy są na początku zawodowej drogi. Każdy dzielił się tym co miał: wiedzą, doświadczeniem, intuicją, energią. Celem nadrzędnym było stworzenie świata wokół Beksińskich, który miał być nie tylko wiarygodny, ale miał też sprostać oczekiwaniom wszystkich, którzy czekają na ten film. Tomasz i Zdzisław mają rzesze oddanych wielbicieli. Wiedzieliśmy, że „Ostatnia Rodzina” będzie przedmiotem ich wnikliwego zainteresowania. Na szczęście Janek miał jasną wizję filmu, która wywodziła się poniekąd z jego dokumentalnego doświadczenia. Chciał być blisko postaci, a ich świat skonstruować realistycznie, precyzyjnie i z pietyzmem. 

 

Jakim jest pan producentem? Jest pan na planie każdego dnia, angażuje się w każdy etap prac?

Staram się mocno angażować w projekt już na etapie scenariusza. Od początku buduję relację partnerską z twórcami – tak, abyśmy mogli się nawzajem wspierać     i szanować. Tak było i tutaj: od początku starałem się blisko współpracować z reżyserem i ze scenarzystą. Cel był jeden: wspólny, jak najlepszy film, wypływający z zespołowej pracy, pełnej przejrzystości, szczerych rozmów. W moich produkcjach reżyser ma obowiązek znać budżet, wiedzieć jak się on rozkłada na poszczególne piony. Jednocześnie chcę, żeby reżyser czuł moje zaangażowanie i wsparcie na każdym etapie tworzenia filmu, łącznie z promocją. Dlatego jestem niemal każdego dnia na planie, ale ta obecność nie oznacza patrzenia reżyserowi na ręce i nie jest filtrująca, tylko wspomagająca, zwłaszcza gdy pojawiają się problemy, które podczas produkcji filmu są codziennością.

 

Aktorzy w pełnej charakteryzacji i kostiumach musieli zrobić na panu wielkie wrażenie…

Tak, ogromne, ale nie tylko na mnie. Niektórzy członkowie ekipy nie poznawali aktorów pierwszego dnia na planie. Pytali: kim jest ten facet, wskazując na Andrzeja Seweryna czy Andrzeja Chyrę. Charakteryzacja była niezbędnym elementem, ale najważniejszą część pracy aktorzy i reżyser wykonali przed wejściem na plan. To były długie miesiące spędzone na studiowaniu archiwum rodziny Beksińskich – materiałów audio-wideo, czy dokumentów zgromadzonych w Muzeum Historycznym w Sanoku. Aktorzy dosłownie stali się Beksińskimi i nie była to kwestia charakteryzacji, lecz efekt ogromnej pracy wykonanej na etapie przygotowawczym. Ktoś powiedział po jednym z pierwszych zamkniętych pokazów filmu, że aktorzy grają „po amerykańsku”. Pewnie dlatego, że np. gdy widzimy na ekranie Andrzeja Seweryna – aktora z olbrzymim dorobkiem – już po minucie zapominamy, że to Andrzej Seweryn. I to jest dopiero niezwykłe.

 

Jak chciałby pan, aby film odebrali widzowie?

Chciałbym, żeby do kina poszło jak najwięcej ludzi, nie będę tego ukrywał. Wydaje mi się, że strategia promocji pozwoli dotrzeć do widzów w całej Polsce. Nawet do tych, którzy nie wiedzą, kim byli Beksińscy. Chciałbym też, aby po seansie publiczność potrafiła docenić całe warsztatowe zaplecze filmu i wysiłek ekipy włożony w końcowy efekt. Jednak najważniejsze, aby podczas projekcji ludziom towarzyszyły silne i głębokie emocje, pozwalające przefiltrować losy rodziny Beksińskich przez własne, indywidualne doświadczenia. Zależy mi, żeby każdy widz „Ostatniej Rodziny” mógł się odwołać do swoich własnych przeżyć, być może inaczej spojrzeć na bliskich, coś naprawić, zmienić. Życzyłbym twórcom i sobie, aby publiczność przeżyła na filmie silne wzruszenia, przecież emocje w kinie są najważniejsze. 

 

Fiszka filmu:  Ostatnia rodzina

 
Ostatnia rodzina

Reżyseria: 


Obsada:
, , , , , ,

Gatunek: ,

Premiera: 30 Wrzesień 2016
Rok produkcji: 2016
Kraj: 


 
 
 
 

Dystrybutor filmu

 
 
 
 

Katagoria: warsztat producenta
Słowa kluczowe: , ,
Opublikowano 1 rok temu.
Publikacja była czytana: 241  razy.