Produkcja Imperium robotów. Bunt człowieka


„Jeśli wyjdziesz z domu, robot się o tym dowie”

Być może filmy Stevena Spielberga z lat osiemdziesiątych, które oglądał jako dziecko, są powodem tego, że brytyjski reżyser Jon Wright, obudziwszy się pewnej nocy z niezwykle realistycznego snu, w którym ludzie nie wychodzili z domów z obawy przed atakiem robotów, miał absolutną pewność, że oto znalazł pomysł na swój nowy film.

„Przyśniły mi się w zasadzie gotowe dwie pierwsze minuty filmu” – mówi Wright. – „W moim śnie ojciec z synem bawią się pistoletami Nerf. Ganiają się po całym domu. W pewnym momencie odsuwają zasłonę i widzą przez okno ogromnego robota, który powoli pochyla się, żeby ich unicestwić. Ojciec i syn natychmiast rzucają swoją broń i w tym momencie się obudziłem. Po przebudzeniu pomyślałem sobie, że to było naprawdę niezłe.”

Imperium Robotow 17

Wright był przekonany, że przyśniła mu się scena z jakiegoś filmu, który widział, nawet jeśli o tym nie pamięta, ale gdy opowiadał o swoim śnie znajomym, utwierdzał się w przekonaniu, że nie ma takiego filmu – sen był tworem jego wyobraźni.

„Imperium robotów. Bunt człowieka” to zapierający dech w piersiach przygodowy film SF o grupie nastolatków, której przewodzą Sean (Callan McAuliffe), Alex (Ella Hunt), Nathan (James Tarpey) oraz Connor (Milo Parker). Nasi bohaterowie są uwięzieni we własnych domach, od czasu gdy na Ziemi wylądowały przerażające roboty. Maszyny od trzech lat obserwują ludzi i śledzą każdy ich ruch. Młodzi ludzie niespodziewanie odkrywają sposób przechytrzenia wrogów. Postanawiają wymknąć się robotom i wyruszyć na poszukiwanie zaginionego ojca Seana.

Przed przystąpienie do realizacji filmu zainspirowanego własnym snem, Wright nakręcił horror komediowy „Trzeźwe potwory”, którego premiera miała miejsce na Festiwalu Filmowym Sundance. Film zdobył pięć nagród publiczności na różnych festiwalach. Za jego dystrybucję w Wielkiej Brytanii odpowiadała firma Sony Pictures, a w Stanach Zjednoczonych IFC Films.

Pierwszym fabularnym filmem Wrighta był horror „Tormented” z 2009 roku. Główną rolę, nastolatka, który zza grobu wymierza sprawiedliwość swoim prześladowcom, zagrał Alex Pettyfer. Brytyjskim dystrybutorem filmu była firma Pathé.

Piers Tempest, jeden z producentów „Trzeźwych potworów”, odwiedził Wrighta w czasie ostatnich prac montażowych i zdradził mu, że chciałby tym razem nakręcić film science-fiction. Wright z miejsca opowiedział mu o swoim pomyśle, który bardzo spodobał się Tempestowi. „Jon jest wielkim fanem fantastyki, co jest bardzo ważną cechą u kogoś, kto chce nakręcić film tego gatunku” – mówi Tempest. – „Film science-fiction wymaga wykreowanie zupełnie nowego świata, który jest skonstruowany sensownie i wiarygodnie. Podczas naszej współpracy nad ‘Trzeźwymi potworami’ – filmem bardzo widowiskowym i pełnym efektów specjalnych – zauważyłem, że Jon jest jednym z niewielu znanych mi reżyserów, którzy naprawdę rozumieją, jak powinny wyglądać efekty w filmie, żeby robiły wrażenie. To niezbędna umiejętność przy filmach tego typu – spektakularność odgrywa w nich równie ważną rolę, co przedstawiana historia.”

Tempest jest doświadczonym brytyjskim producentem, który wyprodukował, między innymi, komedię muzyczną „Zabić Bono” (reż. Nick Hamm) i nominowany do nagrody Australijskiego Instytutu Filmowego melodramat „Oyster Farmer” (reż. Anna Reeves).

„Imperium robotów. Bunt człowieka” wyprodukowała firma Tempo Productions, która ma siedziby w Londynie i Belfaście, a prowadzą ją Tempest i jego wspólnik, Jo Bamford. Producenci zaprosili do współpracy BFI Film Fund, Pinewood Pictures, Isle of Man Film i Northern Ireland Screen. Finansowego wsparcia udzielili filmowi również Wasted Talent, Umbra Telegraph Pictures i British Film Company.

Aktor i pisarz, Mark Stay, który już wcześniej współpracował z Wrightem, podjął się napisania wraz z nim scenariusza do „Imperium robotów. Buntu człowieka”. „Mark to wyjątkowo utalentowany człowiek” – mówi Wright. – „Świetnie się odnajduje w pracy zespołowej, bo lubi ludzi. Tak, jak ja.”

„Wspaniale nam się razem pracowało” – przyznaje Stay. – „Napisałem wstępną wersję scenariusza, a Jon naniósł swoje poprawki. Od czasu do czasu spotykaliśmy się, żeby pisać wspólnie. Lubię pracować z innymi pisarzami. Pisanie scenariuszy w dużej mierze polega na rozwiązywaniu rozmaitych problemów i psychologicznym rozpracowywaniu różnych sytuacji. A w każdej pracy koncepcyjnej co dwie głowy, to nie jedna.”

Wspólna praca nad scenariuszem dawała im też możliwość dyskutowania o fantastycznych elementach fabuły i znajdowania pomysłów na to, żeby rozegrać je w możliwie jak najbardziej wiarygodny sposób. „Zależało mi na tym, żeby nasi bohaterowie byli prawdziwi – żeby każdy, bez trudu mógł się z nimi zidentyfikować” – wyjaśnia Stay. – „Chcieliśmy, żeby ich wybory i decyzje były racjonalne. Za każdym razem zadawaliśmy sobie pytanie: ‘Co ja zrobiłbym w tej sytuacji? Jak postąpiłyby moje dzieci?’”

Scenarzyści i producent dołożyli wszelkich starań, żeby młodzi bohaterowie filmu byli autentyczni i zachowywali się jak zwyczajni, brytyjscy nastolatkowie. Nikogo pewnie nie zdziwi informacja, że twórcy inspirowali się filmami ze swojego dzieciństwa – takimi hollywoodzkimi przebojami z lat osiemdziesiątych, jak „Goonies” Stevena Spielberga, „Stań przy mnie” Roba Reinera, czy trylogia „Gwiezdne wojny” George’a Lucasa. Te filmy były dla nich punktem odniesienia, zwłaszcza przy doborze obsady aktorskiej.

„W tych filmach dzieciaki rozmawiają ze sobą, tak jak prawdziwe dzieci w prawdziwym życiu” – mówi Wright. – „Używają dziecięcych powiedzonek, specyficznego slangu z placów zabaw. To nie są jakieś wyjątkowe dzieci – są zupełnie zwyczajni, ani szczególnie bogaci, ani bardzo biedni. Wyjątkowe jest to, co się im przydarza. Te filmy miały duszę, czyli coś, co bardzo często umyka dzisiejszym filmowcom. Największe przeboje współczesnego kina są trochę za bardzo zdystansowane, poważne i ponure. Chciałem, żeby nasz film był nieco inny – żeby jego bohaterowie przypominali dzieci, które pamiętam z czasów, kiedy sam byłem dzieckiem. Wygłupiające się razem, nieszczególnie romantyczne i niezbyt szanujące dorosłych.”

„Postaci w naszym filmie są takie, jak my w dzieciństwie” – dodaje Stay. – „Filmy science-fiction różnią się od innych tylko tym, że ich fabuła jest osnuta wokół spekulacji ‘co by było, gdyby…’. Co by było, gdybyśmy zostali uwięzieni w naszych domach? Jakbyśmy się z tym czuli? Jaki miałoby to wpływ na nastolatków?”

Imperium Robotow 22

Akcja „Imperium robotów. Buntu człowieka” jest osadzona nie w jakiejś futurystycznej metropolii, a w zwyczajnym, choć fikcyjnym, nadmorskim miasteczku. W brytyjskich miasteczkach rzadko spotyka się roboty na ulicach” – żartuje Wright. – „Nasi bohaterowie są zwyczajni w najlepszym znaczeniu tego słowa. Miasto, w którym żyją jest takie samo, jak wszystkie inne małe miasteczka, możemy bez trudu się w nim odnaleźć.”

„Dlaczego roboty miałyby zaatakować jakieś nic nie znaczące miasteczko?” – dodaje Tempest. – „A dlaczego nie? Jeśli kiedykolwiek miałoby dojść do takiej sytuacji, to przydarzy się ona tu, gdzie mieszkamy, w naszym zwykłym środowisku. Takim, jak miasteczko z naszego filmu.”

„Pomysł historii, w której ludzie zostają uwięzieni w swoich domach przez roboty uważam za interesujący i odmienny od wszystkich poprzednich” – mówi Wright. – „Choć przyszedł mi do głowy podczas snu, chętnie z niego skorzystałem. Nigdy wcześniej nie przytrafiło mi się nic podobnego.”

 

„To coś więcej, niż kolejny film o robotach…”

Poza wspaniałymi efektami specjalnymi i wciągającą fabułą, „Imperium robotów. Bunt człowieka” oferuje widzom poruszającą opowieść o przyjaźni i więziach rodzinnych. Film porusza również mroczne wątki polityki wojennej, okupacji i kolaboracji z wrogiem. Te właśnie elementy przekonały do tego projektu tak znakomitych aktorów, jak Sir Ben Kingsley i Gillian Anderson.

Kingsley wcielił się w postać Smythe’a, nauczyciela geografii, który po inwazji wziął stronę robotów i dołączył do znienawidzonego Ochotniczego Korpusu. Gillian Anderson zagrała matkę Seana, która przed inwazją była nauczycielką angielskiego. „Ben Kingsley i Gillian Anderson byli na samym szczycie listy aktorów, których chciałem zaprosić do współpracy” – mówi Wright. – „Wysłałem im scenariusz i, ku mojej wielkiej radości, od razu zgodzili się zagrać w moim filmie.”

Smythe na co dzień patroluje ulice, pilnując, żeby żaden z mieszkańców nie opuszczał progu swojego domu. Wyraźnie intereduje go Kate, matka Seana. Kiedy dzieciakom udaje się uciec, rusza za nimi w pogoń. Ale Smythe nie jest człowiekiem z gruntu złym, typowym czarnym charakterem. To raczej pragmatyk, który wie z której strony wieje wiatr. Dokonuje wyborów, mając na względzie przede wszystkim własne dobro.

Ben Kingsley, laureat Oscara za rolę w filmie „Gandhi” oraz trzech nominacji do tej nagrody za filmy „Bugsy”, „Sexy Beast” oraz „Dom z piasku i mgły”, przyznaje, że Smythe to fascynująca postać. „Korzenie naszego filmu, choć jego fabuła jest zmyślona, sięgają do współczesnej historii świata, który doświadczył wojen i okupacji” – mówi aktor. – „Ludzie zwrócili się przeciwko sobie, a konsekwencje tego wszyscy dobrze znamy. Konstruując postać żyjącą w świecie opanowany przez roboty, czerpałem z tej właśnie wiedzy na temat ludzkiej natury. Tworzenie bohaterów filmu science-fiction niczym się nie różni od tworzenia bohaterów jakiegokolwiek innego filmu, jeśli zależy nam na ich wiarygodności.”

Kingsley wspomina rolę żydowskiego księgowego Itzhaka Sterna, którego zagrał w oscarowym dramacie Stevena Spielberga „Lista Schindlera” w 1994 roku. Aktor zauważa podobieństwo pomiędzy opowieścią o ludziach żyjących w pełnych nienawiści i nietolerancji czasach wojny, a rzeczywistością filmu „Imperium robotów. Bunt człowieka”, w którym ludzie są zniewoleni przez roboty. „W ‘Liście Schindlera’ były trzy wspaniale napisane – i mam nadzieję, że również nieźle zagrane – postaci: Oskar Schindler, Amon Goeth oraz Itzhak Stern” – mówi Kingsley. – „Gdyby zapytać któregokolwiek z tych bohaterów, już po zakończeniu II wojny światowej, o to, dlaczego postąpił w taki, a nie inny sposób, spodziewam się, że odpowiedziałby: ‘A czego innego się po mnie spodziewałeś?’ To jest mój punkt wyjścia podczas pracy nad postacią. Nigdy nie osądzam moich bohaterów. Czego spodziewaliście się po Smythe’ie? Czy na jego miejscu poparlibyście słabszych, czy silniejszych? Smythe był po prostu pragmatyczny. Nie osądzam go.”

Kingsley i Wright rozmawiali często na planie o tym, co motywowało Smythe’a, dlaczego dokonał takich właśnie wyborów. „Dla Bena ważnym aspektem tej postaci było to, że Smythe nie był złym człowiekiem” – wyjaśnia Wright. – „Starał się postępować dobrze i przeżyć w trudnych czasach. Każdy czarny charakter w swojej własnej opowieści jest bohaterem.”

Zdobywczyni Złotego Globu, Gillian Anderson, znana wszystkim dzięki roli w popularnym serialu „Z archiwum X” oraz takich filmach, jak „Ostatni król Szkocji”, „Johnny English Reaktywacja” i „Kryptonim: Shadow Dancer”, zagrała Kate, postać niezłomną i odważną. „Nie chcieliśmy, żeby bohaterka Gillian była typem damy w opałach, która czeka na ratunek” – mówi Wright. – „Nie musieliśmy się tego obawiać – Gillian zagrała silną i niezależną kobietę.”

Anderson była zaintrygowana postacią Kate, kobiety, która od lat jest uwięziona we własnym domu i samotnie wychowuje syna. W końcu w jej historii następuje zwrot akcji i Kate ma okazję pokazać, na co ją stać. „Gdy przygotowywałam się do zagrania Kate, najbardziej interesującą kwestią była dla mnie odpowiedź na pytanie, jak zwykła kobieta, która nie jest przeszkoloną agentką, zachowa się w takiej sytuacji?” – mówi Anderson. – „Jak nauczycielka angielskiego poradzi sobie ukrywając się w lesie? Czy jej twarz powinna wyrażać strach i napięcie? Zwykle grałam bohaterki, które posiadały władzę, kontrolowały sytuację, albo pracowały dla służb specjalnych. Wiem, jak zagrać taką postać. Ale w tym przypadku sytuacja była inna. Jak zagrać kogoś bezradnego, matkę w świecie opanowanym przez roboty?”

Sytuację Kate dodatkowo komplikuje to, że jest obiektem uczuć Smythe’a. „Kate stara się być miła dla Smytha i okazywać wdzięczność za jego hojność, choć nie jest to dla niej łatwe” – mówi Anderson. – „Ale pamięta czasy, kiedy Smythe ratował ludzi i budził jej podziw. W świecie, w którym rządzą roboty nie ma bezinteresownych przysług, każdy oczekuje czegoś w zamian. Kate jest rozdarta, najlepiej jej rozterkę widać w scenie, w której mówi: ‘Kiedy to wszystko się skończy, znajdziemy sobie jakieś piękne miejsce, gdzieś na końcu świata’.”

Aktorka uważa, że dużym atutem „Imperium robotów. Buntu człowieka” jest fakt, że jest to film familijny. „Filmów familijnych nie produkuje się zbyt wiele” – mówi Anderson. – „Nasz film jest doskonałą propozycją na wspólny, rodzinny wypad do kina.”

 

Wschodzące gwiazdy kina

„Najogólniej rzecz ujmując, do głównych ról nastolatków poszukiwaliśmy czwórki aktorów, którzy wcieliliby się w bohatera, piękną dziewczynę, zabawnego faceta i dzieciaka” – mówi Wright.

Poszukiwania były bardzo intensywne i obejmowały castingi w szkołach aktorskich i otwarte przesłuchania, na które mógł się zgłosić każdy. „Castingi zajęły nam sześć, albo nawet siedem miesięcy” – mówi Temepest. – „Ale w końcu znaleźliśmy aktorów, którzy doskonale pasowali do swoich ról.”

Imperium Robotow 4

Pierwszym aktorem wyłonionym na drodze castingu był pochodzący z Kalifornii Australijczyk, Callan McAuliffe, który zagrał Seana. „Sean to bardzo trudna rola” – mówi Wright. – „Szukaliśmy do niej prawdziwej gwiazdy. Podczas przesłuchań okazało się, że jest bardzo dużo przeciętnych osób i kilka całkiem niezłych, ale gwiazd jak na lekarstwo. Ale Callan był gwiazdą.”

Filmowcy szukali do roli Seana kogoś swojskiego, chłopaka, z którym mogą zidentyfikować się nastoletni chłopcy i który spodoba się nastoletnim dziewczynom. McAuliffe, znany z filmów „Jestem numerem cztery” i „Wielki Gatsby” miał wszystkie cechy, których poszukiwali: charyzmę, osobowość i inteligencję.

Rola Alex przypadła w udziale utalentowanej piętnastoletniej Brytyjce, Elli Hunt. „Imperium robotów. Bunt człowieka” jest jej aktorskim debiutem. „Gdy zobaczyliśmy Ellę na castingu od razu było jasne, że to odpowiednia osoba do roli Alex; nie musieliśmy już szukać” – wspomina Wright. – „Chociaż była to pierwsza rola w jej życiu, zagrała pewnie i profesjonalnie. Taki talent spotyka się rzadko.”

Hunt była bardzo przejęta tym, że zagra w filmie, zwłaszcza tak dynamicznym i pełnym akcji. „Alex, w momencie, w którym ją poznajemy, od trzech lat jest uwięziona w domu ze swoim młodszym bratem Nathanem, bez rodziców” – opowiada o swojej bohaterce Hunt. – „Od dawna radzą sobie sami, ale powoli zaczynają od tego wariować. Rodzice Alex zginęli na jej oczach, a ona nadal czuje żal i tęsknotę za nimi. Ucieczka pozwala jej uwolnić się od codziennych obowiązków i po raz pierwszy w życiu poczuć jak nastolatka. To wspaniały film familijny z intrygującymi i skomplikowanymi bohaterami.”

Brata Alex, Nathana, zagrał młody brytyjski aktor, James Tarpey, absolwent BRIT School. „James ma wyjątkowy talent komediowy” – mówi Tempest. – „To świetny aktor, dzięki niemu w filmie jest wiele naprawdę zabawnych momentów.”

Nathan jest całkowitym przeciwieństwem Seana. Sean to urodzony bohater, rozważny, spokojny i małomówny, a Nathan mówi nieustannie i często okazuje się tchórzem. Jest najbardziej przerażony z nich wszystkich, za pomocą żartów próbuje ukryć swój strach. Tarpey zrobił duże wrażenie na reżyserze: „James jest bardzo bystry i opanowany, zarówno podczas pracy, jak i poza planem” – mówi Wright. – „Wie dobrze, kim jest i co chce robić w życiu.”

Młodą obsadę filmu zamyka debiutant, dziesięcioletni Milo Parker. „Milo jest pełen entuzjazmu i energii, praca z nim była wielką przyjemnością” – mówi Tempest. Parker wcielił się w postać Connora, najmłodszego członka grupy, którego ojciec został zabity przez roboty. „Milo jest genialny” – mówi Wright. – „Nie miał zbyt wielkiego doświadczenia z pracą przed kamerą, a jednak, gdy zaczyna grać, dzieje się coś magicznego. Nie wiem, jak ten chłopak to robi.”

Żeby dobrze przygotować swoich młodych aktorów do wystąpienia w filmie, Wright zaprosił ich na wspólne próby, podczas których mieli okazję trochę poimprowizować, poznać się i wspólnie popracować nad swoimi postaciami. „Jon pozwolił nam mówić własnymi słowami, żeby nasi bohaterowie wypadli autentycznie” – mówi Parker. – „Prosił nas, żebyśmy się zastanowili nad tym, co my sami zrobilibyśmy w takiej sytuacji. Nie musieliśmy się bardzo ściśle trzymać scenariusza.”

„Nasze postaci ożyły przed kamerą” – mówi Hunt. – „Gdy Jon krzyczał: ‘Akcja!’, zaczynała się magia.”

 

Budowanie świata opanowanego przez roboty

„Imperium robotów. Bunt człowieka” ma ten szczególny, ostry i wibrujący klimat opowieści o nastolatkach, które właśnie wychodzą z okresu dzieciństwa i stoją u progu dorosłości. Styl filmu został określony na bardzo wczesnym etapie rozwoju projektu, w którym uczestniczył również montażysta Matt Platt-Mills.

„Lubię pracować nad filmem od samego początku” – mówi Platt-Mills. – „Uczestniczę w rozmowach o scenariuszu, biorę udział w zdjęciach próbnych. Daje mi to możliwość podzielania się z resztą ekipy moim spostrzeżeniami – mogę im wskazać, kiedy jest najlepszy moment na cięcie, albo jak podkręcić klimat – co zrobić, żeby scena była bardziej emocjonująca lub zaskakująca. Mam nadzieję, że dzięki temu film staje się bardzie widowiskowy. Czasami w scenariuszach sceny są nieco przegadane, przydługie. Pracując nad filmem od początku, mogę to zauważyć i powiedzieć: ‘Cztery ostatnie linijki w tym dialogu są niepotrzebne. Już teraz wiem, że wytnę je na montażu, jeśli tylko będę miał taką możliwość.”

Podczas zdjęć Platt-Mills był obecny na planie i montował ujęcia w swoim iPadzie na bieżąco. „Dzięki temu pod koniec każdego dnia zdjęciowego mogłem przedstawić producentowi i reżyserowi mój pomysł na montaż materiału z tego dnia” – mówi montażysta. – „I mogliśmy wspólnie to przedyskutować.”

Każdy aspekt filmu był podporządkowany idei uzyskania możliwie najbardziej realistycznego efektu – począwszy od ubrań bohaterów, które są nieco niechlujne i niemodne po trzech latach życia w niewoli, skończywszy na samych robotach, przybrudzonych i miejscami zardzewiałych. Roboty w filmie, które skrzypią, trzeszczą i ogólnie robią dużo hałasu, zaprojektował Paul Catling, który pracował wcześniej przy takich filmach, jak „Prometeusz”, „Spider-Man”, „Strażnicy Galaktyki”, czy „Iron Man”.

„Chciałem, żeby nasze roboty były w opozycji estetyki, która aktualnie dominuje w filmach science-fiction” – mówi Wright. – „W tych filmach wszystkie maszyny są piękne, nowe i błyszczące. Nasze roboty są zdominowane przez funkcję, a nie formę. Nie mają nic wspólnego z Transformersami. To ciężkie maszyny, jak buldożery, albo walce drogowe. Chciałem też, żeby widać było, że potrafią współpracować i dopasowywać się do siebie, ale nie w taki zgrabny sposób jak Transformersy. Te roboty są proste, brutalne i dzięki temu tak straszne.”

W rezultacie, oglądając film, trudno powiedzieć, gdzie zaczynają się efekty specjalne i gdzie się kończą. Operator Fraser Taggart wykorzystywał podczas zdjęć technikę NCAM, która pozwala na umieszczenie zamarkowanych efektów specjalnych w kamerze i nałożenie ich na filmowany obraz. Dzięki temu Taggart widział dokładnie, w którym miejscu w kadrze znajdują się roboty i mógł odpowiednio ograć daną scenę.

„Technologia NCAM pozwala na wprowadzenie robotów do sceny – to trochę jakbyśmy poszerzali naszą rzeczywistość” – mówi Tempest. – „To niezwykle użyteczna rzecz dla takich filmów jak nasz. Wiedzieliśmy, jak kamera powinna się poruszać wokół robotów, mogliśmy pokazać je dzieciakom w wizjerze i precyzyjnie rozplanować scenę. NCAM pozwala również na pracę w różnych lokalizacjach, bez konieczności używania blue screenu, i na większą ruchliwość kamery. To są zupełnie inne i o wiele lepsze warunki produkcji.”

Zastosowana technologia bardzo pomogła aktorom, którzy mieli często trudne zadanie grania z nieobecnym na planie partnerem. Wright ze swoim zespołem wpadli na jeszcze jeden pomysł ułatwiający im pracę. „Przed rozpoczęciem kręcenia ujęcia wyjaśnialiśmy aktorom naszą koncepcję i plan sceny” – opowiada reżyser. – „A potem, znienacka, w odpowiednim momencie wciskaliśmy klakson albo robiliśmy jakiś potężny hałas, żeby ich wystraszyć i uzyskać efekt zaskoczenia i szoku. Udawanie znowu wróciło do łask w sztuce filmowej. Żeby dobrze zagrać musisz udawać, że widzisz coś, czego tak naprawdę na planie nie ma. Doskonale w takich sytuacjach odnajduje się Ben Kingsley – posiada tak bogatą wyobraźnię, że bez trudu wizualizuje sobie wszystkie brakujące elementy.”

„Imperium robotów. Bunt człowieka” to film, w którym efekty specjalne służą potęgowaniu emocji i wspierają bohaterów, a nie na odwrót. Widzowie nie muszą się obawiać, że będą nieustannie bombardowani efektami. Paddy Eason, który odpowiadał za efekty specjalne w filmie, mówi, że Wright zawsze stawiał na prostotę. „Jon wytłumaczył nam koncepcję świat pod okupacją robotów tak: ‘Jeśli wyjdziesz z domu i nie wrócisz o ustalonej godzinie – zginiesz. Roboty po prostu cię zabiją’” – mówi Eason. – „Na tym zasadza się ta historia – jak dorwą cię roboty, to giniesz. Prościej tego ująć już się chyba nie da.”

Szukając koncepcji na wnętrze domu, w którym na początku filmu mieszka Kate i dzieciaki, Eason zainteresował się książką zatytułowaną „Punk House: Interiors In Anarchy” i pokazał ją Wrightowi. „W książce znajdują się fotografie mieszkań, które wyglądały niemal jak squaty, ale są naprawdę fantastyczne” – mówi Eason. – „Było tam wiele przypadkowych, poznajdowanych gdzieś przedmiotów i bardzo bogato ozdobione ściany. Inspirując się tym zdjęciami, ozdobiliśmy ściany kolorowym graffiti, tak żeby wyrażały indywidualny charakter bohaterów. Myślę, że Gillian była w szoku, gdy zobaczyła plan zdjęciowy.”

Większość zdjęć plenerowych została nakręcona w Belfaście oraz na wyspie Man w czerwcu 2013 roku. Również na wyspie Man oraz w wiejskich okolicach północnej Irlandii filmowcy zbudowali wszystkie występujące w filmie wnętrza.

Imperium Robotow 13

„Zaledwie godzinę drogi od Belfastu można znaleźć bardzo zróżnicowany krajobraz” – opowiada Tempest, który w północnej Irlandii nakręcił już trzy filmy fabularne. – „Jest tam stary piękny las Tollymore, góry Mourne i kilka niezwykłych zamków, które wykorzystaliśmy w naszym filmie. I wszędzie można dotrzeć w bardzo krótkim czasie. Bardzo pomocne było też to, że nasza ekipa składała się z prawdziwych specjalistów, z których większość pracowała już wcześniej w Irlandii, na planie serialu ‘Gra o tron’ oraz przy dużych, hollywoodzkich filmach, które były tutaj kręcone. Wyspa Man była dla nas idealnym miejscem – w miejscowości Castletown nakręciliśmy sceny rozgrywające się nad morzem. Korzystaliśmy również z tamtejszego studia filmowego, w którym zbudowaliśmy nasze wnętrza. Szczególnie miło wspominam kręcenie na wyspie ostatniej sceny filmu – to była świetna zabawa.”

Z kolei Sir Ben Kingsley najlepsze wspomnienia zachował z okresu zdjęciowego w Belfaście. Miasto o tak barwnej historii okazało się bardzo pomocne w budowaniu atmosfery filmu. „Praca w mieście naznaczonym swoją historią i wśród społeczności, która ma tyle blizn, ale pomagała nam z ochotą i entuzjazmem była niezwykłym przeżyciem” – stwierdza aktor.

 

Fiszka filmu:  Imperium robotów. Bunt człowieka

Robot Overlords
 
Imperium robotów. Bunt człowieka

Reżyseria: 


Obsada:
, , ,

Gatunek: ,

Premiera: 31 Lipiec 2015
Rok produkcji: 2014
Kraj: Wielka Brytania


 
 
 
 

Dystrybutor filmu

 
 
 
 

Katagoria: warsztat producenta
Słowa kluczowe: , , , , , , ,
Opublikowano 3 lata temu.
Publikacja była czytana: 2073  razy.