Produkcja Klucza do wieczności


Scenariusz

Za scenariusz „Klucza do wieczności” odpowiadają bracia David i Alex Pastor, którzy przyznają, że ich wyobraźnię zawsze napędzały niekoniecznie rzeczy pozytywne, lecz to, co nie dawało im spać po nocach. „Wydaje mi się, że każdy zastanawia się nad tym, ile jeszcze mógłby zrobić, ile potrafiłby osiągnąć, gdyby dano mu trochę więcej czasu”, opowiada David Pastor. „Chcieliśmy stworzyć opowieść o człowieku pewnym siebie i władczym, posiadającym dosłownie wszystko, którego ciało zaczyna odmawiać posłuszeństwa. A to prowadzi go w rezultacie do oczywistej, ale jakże smutnej refleksji, że pieniądze nie są mu w stanie dać wszystkiego, że nie zapewnią mu więcej czasu na Ziemi”, kontynuuje scenarzysta. „I choć ostatecznie w naszej historii kluczem do uzyskania nowego życia jest rewolucyjna technologia, której osiągnięcia są dostępne jedynie nielicznym, nie chcieliśmy skupiać się na szczegółach związanych z tym, w jaki sposób to wszystko działa. Klucz do wieczności to przede wszystkim klasyczna i uniwersalna filmowa przypowieść, czasami bardziej abstrakcyjna niż konkretna, z tego prostego powodu, że najbardziej nas interesowały moralne konsekwencje czynów głównego bohatera”.

„Im dłużej o tym pomyśle dyskutowaliśmy, tym bardziej zaczynałem ekscytować się koncepcją opowiadania historii człowieka, który jest w stanie rzeczywiście kupić sobie trochę więcej czasu”, dodaje Alex Pastor. „Nie jest przecież żadną tajemnicą, że ludziom ekstremalnie bogatym udaje się często unikać konsekwencji swoich czynów, podczas gdy wszyscy inni, nawet niekoniecznie ci najbardziej biedni, muszą stawiać czoła temu, co zrobili. I nierzadko ponosić za to bolesne kary. Te historie z pogranicza science fiction, które nas zawsze z Davidem fascynowały i pobudzały nasze wyobraźnie do działania, zajmowały się przede wszystkim etycznymi oraz moralnymi kwestiami, niekoniecznie krytyką pędu technologicznego”, kontynuuje Alex Pastor. „Na potrzeby Klucza do wieczności skupiliśmy się na pomyśle, a nawet nie pomyśle – na fantazji, którą wielu ludzi ma, że rozwój technologiczny będzie w stanie kiedyś uwolnić nas od brzemienia zbliżającej się z każdym kolejnym dniem śmierci. Pytanie, które musi pojawić się w takim wypadku, brzmi: Gdyby to było możliwe, jaką cenę należałby za to zapłacić? I czy byłaby ona związana wyłącznie z pieniędzmi? Mając taką podstawę, kolejne pomysły zaczęły pojawiać się dosyć szybko, a nasza opowieść zyskiwała coraz bardziej na uniwersalności”.

„Śmierć to coś, co jest nieuniknione, co łączy wszystkich ludzi, sprawiając, że ostatecznie nie ma podziału na równych i równiejszych”, kontynuuje David Pastor. „To wielki znak zapytania, którego istnienia każdy człowiek jest w taki czy inny sposób świadomy. To koniec życiowej drogi, na który nikt tak naprawdę nie jest do końca przygotowany”. Alex uzupełnia myśl swojego brata: „Uważam, że nie jesteśmy gotowi na śmierć, ponieważ gatunek ludzki jest z natury nastawiony na przeżycie, mamy w naszych genach zapisaną walkę do ostatniego tchu. Chęć życia jest dla człowieka naturalna”. Gatunek science fiction, zarówno w wersji literackiej, jak i filmowej, od dawna zajmował się tematem możliwości osiągnięcia stanu nieśmiertelności, a jego najwięksi twórcy stawiali pytania o moralność takiego rozwiązania. Pytania, które są aktualne po dzień dzisiejszy. Nic więc dziwnego, że scenariusz napisany przez braci Pastor z miejsca zainteresował wielu producentów z branży filmowej, którzy dostrzegli w nim szansę na stworzenie kolejnego klasyka science fiction. „Klucz do wieczności” trafił także dosyć szybko do zestawienia The Black List obejmującego najciekawsze scenariusze filmowe, które nie doczekały się jeszcze realizacji.

Tak się złożyło, że Tarsem Singh, jeden z głównych fantastów amerykańskiej branży filmowej, autor „Celi”, „Magii uczuć”, „Immortals: Bogów i herosów 3D” oraz „Królewny Śnieżki”, szukał właśnie nowego projektu, który byłby na dodatek, jak sam wspomina, „mniej związany z aspektami fantasy, a bardziej osadzony w rzeczywistości”. Gdy reżyser przeczytał scenariusz braci Pastor, uznał, że to „wgląd 20 minut w przyszłość, pomysł, w którym aspekty technologiczne nie tyle nie są ważne, ile nie tworzą wizji odległego science fiction, lecz bardzo mocno przypominają to, co mamy tu i teraz”, wyjaśnia Singh. „Klucz do wieczności posiadał przy okazji aspekt klasycznego dreszczowca, z wieloma fantastycznymi scenami akcji, a takiego połączenia od dawna szukałem”, kontynuuje reżyser, który był zachwycony moralnymi dylematami nakreślonymi w tekście braci Pastor. „Czy ludzie chcieliby żyć wiecznie mimo starzejącego się nieuchronnie ciała, z rurkami i cewnikami? Co by się stało, gdyby istniała inna opcja? W dzisiejszych czasach na czarnym rynku można kupić dosłownie wszystko, łącznie ze sprawną wątrobą, więc toczymy już tę dyskusję od jakiegoś czasu, choć nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę”.

 

Reżyseria

„Nasze umysły są w stanie żyć o wiele dłużej niż nasze ciała, poddawane nieustannemu fizycznemu osłabieniu. Wiąże się to z jedną z największych tragedii ludzkości, ale tak po prostu jesteśmy zbudowani”, dodaje Singh. „Czy możemy z tym jednak coś zrobić? Czy jeśli Einstein bądź Steve Jobs żyliby dłużej, byliby w stanie jeszcze bardziej pomóc gatunkowi ludzkiemu?”, zastanawia się reżyser „Klucza do wieczności”. Z kolei producent Ram Bergman podkreśla, że „gdy dostałem ten scenariusz do rąk, wiedziałem, że opowiada on o czymś, z czym większość ludzi będzie potrafiła się utożsamić. To historia osadzona w świecie, który rozpoznajemy, mimo zawartych w nim elementów fantastycznonaukowych. Oto miałem przed sobą projekt, który sprawdziłby się znakomicie jako ekscytujący thriller, ale potrafiłby także zmusić publiczność do zadawania sobie i swoim bliskim bardzo ciekawych pytań. To mnie przekonało”, dodaje Bergman. „Zadzwoniłem do Jima Sterna, z którym zrealizowaliśmy razem Loopera – Pętlę czasu Riana Johnsona, ponieważ czułem, że ten scenariusz ma potencjał na podobnie prowokacyjne i wciągające kino z gatunku filozoficznego science fiction z domieszką akcji”.

Stern z kolei wspomina: „Po zapoznaniu się ze scenariuszem widziałem w Kluczu do wieczności podobne możliwości jak w Looperze – Pętli czasu. Obaj z Ramem chcieliśmy zresztą wrócić do produkcji kina science fiction, które zapewniałoby jednocześnie rozrywkę i refleksję. Klucz do wieczności to w gruncie rzeczy ujmująco klasyczna historia nawiązująca do Fausta Goethego i motywu zaprzedawania duszy by osiągnąć osobiste korzyści. Wiedziałem, że widzowie będą jeszcze długo o tym filmie dyskutować”, kontynuuje Stern. „Scenariusz Davida i Alexa opierał się także na wielu kwestiach, które zrozumie każdy widz na każdej szerokości geograficznej, wliczając w to poszukiwanie okupienia, dawanie komuś drugiej szansy czy też po prostu korzystanie z życiowych przyjemności dla samej tylko zabawy”. Bergman kontynuuje: „Jim zaproponował, żebyśmy weszli we współpracę z Peterem Schlesselem, z którym zrobiliśmy Loopera – Pętlę czasu, a on przystał na naszą propozycję od razu po przeczytaniu scenariusza”. Wszyscy, zarówno producenci, jak i scenarzyści, byli bardzo podekscytowani spotkaniem z Tarsemem Singhem. „To, co dołożył do tego projektu od siebie, wykroczyło znacznie poza nasz scenariusz”, opowiada Alex Pastor.

„Był idealną osobą do przeniesienia naszego scenariusza w ramy filmu fabularnego”, kontynuuje David Pastor. „Tarsem ma niesamowitą wyobraźnię i potrafi tworzyć wprost zadziwiające obrazy, a Klucz do wieczności był dla niego przy okazji czymś nowym i w pewien sposób nieznanym”. Bergman potwierdza te słowa, dodając: „Zawsze podziwiałem umiejętności Tarsema, który potrafi kreować jedyne w swoim rodzaju wizualne spektakle. To wizjoner, a takich znajduje się nieczęsto. W trakcie naszego pierwszego spotkania Tarsem wyjaśnił nam, że wyobraża sobie Klucz do wieczności jako thriller nawiązujący do dzieł Romana Polańskiego z lat 60. i 70. Byliśmy zachwyceni, sami nigdy byśmy na to nie wpadli!” Stern z kolei uważa, że „Tarsem doskonale rozumiał, czym ten film jest, ale co w tym wypadku o wiele ważniejsze – wiedział także, czym może się stać. Od samego początku najbardziej interesował go rozwój charakterologiczny bohaterów, a dopiero później gatunkowe elementy science fiction i thrillera”, dodaje producent „Klucza do wieczności”. A sam Singh tak to podsumowuje: „Ludzie byli, są i zawsze będą zafascynowani przekraczaniem technologicznych granic, widać to w takich aspektach naszej rzeczywistości jak klonowanie, animatroniczne protezy czy rozwój transhumanizmu. Tak więc odkrycie sposobu na przenoszenie świadomości z ciała do ciała nie jest aż tak niewiarygodne”.

 

Aktorzy

„Nie chcieliśmy, żeby aspekty techniczne przesłoniły główne wątki Klucza do wieczności, dlatego skupiliśmy się na osadzeniu akcji filmu w wiarygodnej rzeczywistości”, kontynuuje Singh. „Dzięki temu widzowie będą w stanie utożsamić się z bohaterami, a przy okazji wczuć się w wątki fantastycznonaukowe i zadać sobie w duchu to proste, acz jakże skomplikowane pytanie: Co bym zrobił/zrobiła, gdybym mógł/mogła żyć jeszcze bardzo, bardzo długo i miał/miała odpowiednie środki finansowe…?” Aktor Ryan Reynolds gra młodego mężczyznę, byłego wojskowego, którego ciało ‘przejmuje’ Damian Hale. „Uważam, że jeśli film opowiada w ciekawy i prowokujący do myślenia sposób o spełnieniu fantazji, które wielu, jeśli nie większość, widzów posiada w swoich głowach, zawsze spotka się z dobrym przyjęciem”, wyjaśnia Reynolds. „Przedłużanie życia, oszukiwanie śmierci – każdy z nas przecież się nad tym wielokrotnie zastanawiał. A w momencie, gdy pojawiają się odpowiednie do tego środki, wszystko staje się możliwe i nawet aspekt science fiction przestaje być aż tak niewiarygodny”, dodaje aktor. „Uwielbiam grać ludzi, którzy zostają postawieni przed trudnymi dylematami moralnymi, a postać Damiana jest w tym względzie bardzo ciekawa, ponieważ ten facet nie posiada standardowo rozumianej moralności – to człowiek moralnie elastyczny, jeśli można tak to określić. Jestem pewien, że widzowie będą zastanawiać się po seansie, czy sami postąpiliby podobnie!”

W swoim scenariuszu bracia Pastor skonstruowali głównego bohatera jako człowieka, który dorobił się ogromnej fortuny w branży deweloperskiej oraz na handlu nieruchomościami. Uznali bowiem, że właśnie tacy ludzie posiadają odpowiednio duże mniemanie o sobie i swoich dokonaniach, aby uwiarygodnić rys psychologiczny Damiana Hale’a oraz decyzje przez niego podejmowane. „Jedną z moich ulubionych książek jest The Power Broker Roberta Caro, która została oparta na życiu prawdziwego człowieka”, wyjaśnia David. „Robert Moses pełnił wiele ważnych funkcji publicznych w Nowym Jorku na przestrzeni kilku dekad, a dzięki książce Caro można zrozumieć, jak bardzo człowiek ten wpłynął na znany dzisiaj kształt tej metropolii. Stwierdziliśmy, że ciekawie będzie mieć głównego bohatera, który zbudował sobie wiele pięknych pomników, ale uświadomił sobie w pewnym momencie, że to dla niego ciągle za mało”. Damian Hale stał się więc, wedle fikcyjnego nagłówka z Time Magazine, „Człowiekiem, który zbudował Nowy Jork”, ale także tytanem biznesu, któremu czas zaczął zbyt szybko przeciekać przez palce. „Damian to egoista, który wszystkim narzucał swoją wolę i brał od życia to, co chciał, nie zważając na uczucia innych”, opowiada Alex. „Dorobił się dzięki temu fortuny, ale niewiele mu to ostatecznie dało. Podróż, którą rozpoczyna, wchodząc do ciała nieznanego sobie młodego mężczyzny, pomoże mu uświadomić sobie wszystkie szkody, których dokonał za swojego pierwszego życia”.

„W decyzji Damiana o poddaniu się tajemniczemu zabiegowi przenoszenia świadomości do innego ciała jest coś szalenie narcystycznego”, uważa Ryan Reynolds. „Sądzę jednak, że ten mężczyzna w głębi duszy cierpiał przez niektóre rzeczy, których dokonał za życia, więc możliwość otrzymania drugiej szansy wydała mu się kusząca również z tego względu”. Stern chwali Reynoldsa jako niezwykłego aktora, który „był od samego początku naszym pierwszym kandydatem do tej roli. Jest bardzo inteligentny i niezwykle utalentowany, potrafi być jednocześnie uwodzicielski i stricte poważny, a także subtelny. Doskonale także wie, że nie musi aktorsko szarżować, by przekonać do siebie widzów”. W oryginalnego Damiana wcielił się z kolei laureat Oscara Ben Kingsley, który znakomicie oddał wszystkie skrajności zawarte w tej postaci. „Nie da się ukryć, że Damian miał zawsze gigantyczne ego, które wpływało na to, w jaki sposób podejmował różne decyzje”, opowiada aktor. „To człowiek niezwykle kreatywny i w pewien sposób wielki, ale nigdy nie miał wyrzutów sumienia z powodu okropieństw, których się dopuszczał. Co więcej, nawet wiedząc, że jego koniec jest bliski, każdego dnia i tak chodzi na manicure, masaż i zagląda do krawca i fryzjera. Nie dopuszcza do siebie myśli, że umiera. Musiałem ukazać go widzom tak, by zauważyli w nim ludzi, których znają z autopsji”, dodaje legendarny aktor.

„Tarsem Singh był idealnym reżyserem dla tego projektu”, kontynuuje Kingsley. „Pochodzi z Indii, w których wielu ludzi wierzy w możliwość reinkarnacji. Rozmawialiśmy często o tym aspekcie tej niezwykle bogatej w symbole i znaczenia kultury, która dla przedstawicieli świata Zachodu ciągle pozostaje niezgłębiona”, dodaje aktor. „Damian właśnie tego potrzebuje – reinkarnacji. Gdy poznaje Albrighta, geniusza, który może mu pomóc oszukać śmierć, nie zastanawia się długo nad jego nietypową propozycją i jest gotów poświęcić całą swoją fortunę, by tylko móc żyć dalej”. Singh z kolei podkreśla, że „Damian to człowiek, który posiada wszystko poza czasem, jednakże przez całe swoje życie był samolubnym draniem bez życia osobistego, czego nigdy nie będzie w stanie wymazać ze swojej pamięci ani wyrzucić ze świadomości”, informuje reżyser. „Osobiście wychodzę z założenia, że u człowieka serce jest tylko pompą tłoczącą krew, a to mózg jest tak naprawdę wszystkim. W Kluczu do wieczności Damian otrzymuje od losu drugą szansę, ale staje się przy okazji zupełnie innym człowiekiem”. Stern dodaje jeszcze w perspektywie głównego bohatera, że „dzięki Benowi widzowie poczują przytłaczającą samotność Damiana, która zżera go od środka”.

Wchodząc w układ z enigmatycznym Albrightem, Damian wkracza w szarą moralnie strefę, zbyt szarą nawet jak na jego egoistyczną do bólu przeszłość. Tym bardziej, że nie wie tak naprawdę, z kim ma do czynienia „To postać bardzo charyzmatyczna, mająca w sobie coś ze Steve’a Jobsa – to naukowiec i prawdziwy wizjoner, ale jednocześnie doskonały handlowiec, który potrafi z uśmiechem na ustach sprzedać dosłownie wszystko”, wyjaśnia Bergman. W Albrighta wcielił się brytyjski aktor Matthew Goode, którego producent podziwiał od lat za charyzmatyczne i niejednoznaczne filmowe role. „Do tej postaci potrzebowaliśmy aktora, który pasowałby do Ryana Reynoldsa zarówno pod względem wieku, jak i wyglądu”, dorzuca Bergman. Goode z kolei podkreśla ze śmiechem, że „jeśli chcecie zmienić ciało na młodsze, to nie ma lepszego kandydata od Ryana Reynoldsa! Grany przeze mnie Albright to czarny charakter, ale jest w nim coś z postaci pozytywnej, bo on naprawdę chce pomagać ludzkości. Jak sam mówi w jednej ze scen: Gdyby tylko Einstein mógł żyć trochę dłużej i dalej rozwijać swoje teorie…”, dodaje aktor. „Klucz do wieczności podejmuje bardzo interesujące wątki, bo któż by nie chciał żyć wiecznie? Pragnąłem pracować z Tarsemem Singhem już od czasów Celi, która mnie zachwyciła stroną wizualną, a ten projekt dał mi okazję uczestniczyć także w czymś, co skłoni widzów do myślenia”, wyjaśnia Goode.

Aktor wspomina, że bardzo mu się również podobało „wyzwanie związane z przekazywaniem wszystkich naukowych teorii, które postać Albrighta wygłasza w filmie”. Reynolds z kolei chwali kolegę z planu za to, że „wszystko wychodziło mu tak, jakby nie wkładał w to większego wysiłku. W efekcie każdy dałby się zauroczyć Albrightowi i jego słowom. Co więcej, Matthew sprawił, że łatwo zrozumieć poczynania tego człowieka, nawet jeśli jest to ostatecznie filmowy czarny charakter”. Singh natomiast podkreśla, że „nigdy nie postrzegałem Albrighta jako typowego złoczyńcy. On dotrzymuje tak naprawdę swojej obietnicy, dopiero działania zdesperowanego Damiana zmuszają go do podjęcia drastycznych środków. Albright to człowiek myślący chłodno i logicznie. Gdy w ramy jego starannie zaprojektowanego systemu wkradają się typowo ludzkie emocje, wszystko zaczyna upadać”, opowiada reżyser „Klucza do wieczności”. „Należy jednak pamiętać, iż w przeszłości Albrighta spotkała wielka tragedia, która sprawiła, że stał się tym, kim się stał i używa takich a nie innych argumentów”, dodaje Singh. Goode zwierza się, że największym wyzwaniem była dla niego jednak współpraca z Benem Kingsleyem. „Był dla mnie niezwykle miły, ale za każdym razem, gdy mieliśmy wspólną scenę, denerwowałem się i myślałem, że zapomnę swoje kwestie dialogowe. To było niezwykłe doświadczenie!”

Reynolds grał człowieka, w którego postać Kingsleya się zamienia. „Gąsienica nie zna przecież motyla”, podkreśla ze śmiechem kanadyjski aktor. „Było dla mnie jednak wielkim przywilejem granie w jednym filmie z Benem Kingsleyem. Spotkaliśmy się także kilka razy na planie i rozmawialiśmy o naszych osobistych odczuciach związanych z wykorzystywaniem danego nam na tym świecie czasu”, dodaje Reynolds. Stern miał już za sobą doświadczenie pracowania z dwójką aktorów wcielających się w tego samego bohatera – w „Looperze – Pętli czasu” byli to Bruce Willis i Joseph Gordon-Levitt. „Wraz z Tarsemem starannie zaplanowaliśmy wszystkie aspekty obu tych ról, tak żeby Ben i Ryan wzajemnie się uzupełniali, żeby była w tym jakaś kontynuacja. Obaj aktorzy wyznaczyli zresztą pewne cechy Damiana, które spodobały się Tarsemowi i pilnował, by pojawiały się one w obu wcieleniach tej postaci”, wyjaśnia Stern, dodając, że „wynikające z tego psychologiczne napięcie było kluczowym elementem całej filmowej przemiany Damiana, bo tylko w ten sposób mogliśmy sprawić, by widzowie zaangażowali się emocjonalnie w poczynania tego człowieka i spróbowali zrozumieć jego postrzeganie świata”.

W rolę Martina, wieloletniego partnera biznesowego i jedynego lojalnego przyjaciela Damiana, wcielił się Victor Garber. „W scenariuszu pojawia się tak wiele ciekawych zwrotów akcji, których nie byłem w stanie przewidzieć, że czytało mi się ten tekst jak najlepszą powieść”, opowiada aktor. „Wraz z rozwojem historii – a co za tym idzie, wszystkich postaci – dowiadujemy się, że historia Damiana i tego, co go spotkało, kryje w sobie o wiele więcej tajemnic niż przypuszczaliśmy. Uważam, że to jeden z najoryginalniejszych scenariuszy ostatnich lat, pełen atrakcyjnych niespodzianek, satysfakcjonujących rozwiązań fabularnych i trafnych refleksji”, wyjaśnia Garber. „W dzisiejszych czasach wszyscy skupiają się tak bardzo na przedłużaniu swojego życia, że dochodzi do sytuacji naprawdę ekstremalnych. A przecież oczywistym jest, że nieważne jak bardzo będziemy chcieli się zmienić, na najbardziej podstawowym poziomie zawsze pozostaniemy tymi samymi ludźmi”. Pojawienie się na planie Garbera, który od wielu lat przyjaźni się z Kingsleyem, sprawiło, że sceny z udziałem Damiana i Martina wypadły bardziej niż przekonująco. „Obaj mamy zresztą podobny styl grania – otwieramy się na to, co drugi aktor ma do zaoferowania”. Singh zachwyca się natomiast tym, że „w interpretacji Victora Martin stał się postacią niezwykle sympatyczną, która wyraźnie kocha swego przyjaciela i stara się mu autentycznie pomóc. Ich więź zostaje jednak wystawiona na wielką próbę”.

 

Wieloletnimi przyjaciółmi byli również Ryan Reynolds i Derek Luke, który w „Kluczu do wieczności” wcielił się w postać Antona, nowego przyjaciela Damiana w jego „drugim życiu”, który pomaga głównemu bohaterowi odkrywać uroki młodości. Aktorzy byli dzięki temu w stanie o wiele bardziej naturalnie przekazać rodzącą się między dwójką mężczyzn więź. „Derek to jeden z tych ludzi, na których można liczyć każdego dnia na planie”, chwali swojego przyjaciela Reynolds. „W procesie kręcenia filmów uwielbiam to, że ciągle reaguje na kolejne scenariusze jak fan, nie aktor”, podkreśla Luke. „W Kluczu do wieczności spodobało mi się wymyślone przez Davida i Alexa Pastorów specyficzne połączenie dramatu, dreszczowca, science fiction i kina akcji. Natomiast z perspektywy aktorskiej starałem się zrobić wszystko, by film i swoją postać osadzić w rzeczywistości. Bardzo mi w tym pomógł Ryan, który w każdym filmie wypada naturalnie i wiarygodnie”, kontynuuje Luke. „Anton pokazuje Damianowi różne przyjemności płynące z życia, a w ten sposób główny bohater jest w stanie zapomnieć o przeszłości i skupić się na tym, co go czeka w Nowym Orleanie. Rozmawialiśmy z Tarsemem długimi godzinami o wpisywaniu moich cech charakteru w postać Antona, który jest przemiłym chłopakiem, ale w pewnym momencie wokół niego zaczyna się robić naprawdę gorąco!”

Wracając jednak do postaci „odrodzonego” Damiana, pewne wydarzenia doprowadzają głównego bohatera na skraj wyczerpania, kierując „Klucz do wieczności” w stronę filmu akcji, pełnego dynamicznych pościgów i suspensu z odkrywania niewiarygodnej prawdy. Singh i Reynolds pracowali z dwójką scenarzystów nad tym, by „wpisać w tę opowieść narrację rodem z opowieści o Jasiu i Małgosi – chcieliśmy pozostawiać na ekranie wyraźne fabularne tropy, które zaintrygowałyby widzów”, wyjaśnia reżyser. „Uwielbiam przekładać wszystkie pytania i odpowiedzi na stronę wizualną, ponieważ obrazy są o wiele potężniejsze od słów. Wymyśliliśmy więc sceny, w których Damian zaczyna widywać różne rzeczy – czasami w postaci niespodziewanych rozbłysków wewnątrz jego umysłu, innym razem na przypadkowym zdjęciu czy przy okazji patrzenia na jakieś obiekty fizyczne – które automatycznie prowadzą go do coraz większej podejrzliwości wobec tego, kim się stał”. Reynolds zauważa, że „Damianem zawsze kierowała ciekawość, więc gdy orientuje się, że jego wizje prowadzą do czegoś więcej, nie jest w stanie tak po prostu odpuścić. W ten sposób dowiaduje się o mroku spowijającym procedurę, której się poddał”. Stern z kolei wyjaśnia, że „te przebłyski są dla Damiana niczym powracające koszmary senne, a Ryan fantastycznie oddał rodzącą się w nim świadomość, że to wspomnienia wydarzeń, których nie powinien był pamiętać, a które prowadzą do rozwiązania zagadki Albrighta”.

 

Realizacja

„Sekwencje wizyjne nie zajmują wiele czasu ekranowego, ponieważ Damian chce o nich z początku jak najszybciej zapomnieć”, potwierdza słowa swoich współpracowników Singh. „Sceny te nie przypominają tego, co zazwyczaj pokazuję w swoich filmach – są mocno inwazyjne, na granicy koszmaru, brak w nich jakiegokolwiek piękna czy wizualnej poezji”. Bergman natomiast opowiada, że „Tarsem i autor zdjęć Brendan Galvin wymyślili genialną w swojej prostocie koncepcję, by kręcić sekwencje przebłysków z ręki i z dwóch małych kamer, co powoduje, że widzowie niejako przyjmują perspektywę osoby ich doświadczającej”, mówi producent „Klucza do wieczności”. „Cały film został nakręcony w pięknym formacie szerokoekranowym 2,39:1, za pomocą obiektywów szerokokątnych, w sposób elegancki i dosyć klasyczny, więc wszystkie te fragmenty zdecydowanie się wyróżniają na tle innych scen”. A Singh wyjaśnia dodatkowo, że „w dzisiejszych czasach określenie osadzony w rzeczywistości przeważnie kojarzy się z trzęsącą się kamerą lub kręceniem telefonem, które to zupełnie nie pasują do mojego pojęcia realizmu. Chcieliśmy uwiarygodnić naszą opowieść, a także zawartą w niej perspektywę naukową, a nie zmęczyć widza, potrzebowałem więc nieco bardziej wystylizowanego obrazu, z idealnie skomponowanymi kadrami oraz kamerą, która dosłownie płynie”.

„Tarsem jest doskonale przygotowany do każdej sceny. Przed wejściem na plan ma obmyślone wszystkie pojedyncze ujęcia całego filmu, aż do najmniejszego detalu”, wspomina pracę z Singhem producent Stern. „Nie przypominam sobie na planie żadnych storyboardów, ponieważ nie były one w ogóle potrzebne. Tym bardziej, że pasja Tarsema do wszystkiego co robił była tak zaraźliwa, że cała obsada i ekipa podążały wiernie za jego wizją”. Bergman dorzuca także, że „dopiero przy realizacji Klucza do wieczności odkryłem, iż nasz reżyser jest człowiekiem wielkiej energii i jeszcze większego poczucia humoru!” A Reynolds konkluduje, mówiąc, że „energia Tarsema jest na planie wyczuwalna, wręcz namacalna. Nie da się go zmęczyć ani zniechęcić. Ten człowiek to tytan pracy, ale posiada jednocześnie niezwykłą wrażliwość, która pozwala mu dostrzegać to, czego nie widzą inni. Podążałem z nim wszędzie tam, gdzie mnie prowadził”. Bergman wspomina dodatkowo, że „Tarsem wielokrotnie osobiście pokazywał kaskaderom to, co chciał osiągnąć w kadrze, ponieważ wiedział, że w taki sposób osiągnie lepszy efekt. Pracując ze scenografem Tomem Fodenem, z którym znają się od wielu lat, przemyśleli wszystkie ekranowe ruchy aktorów pod kątem tego, w jaki sposób wychwyci je obiektyw kamery. To było wprost niesamowite, siedziałem czasami na planie i obserwowałem z zachwytem to, co robią”.

Singh zebrał wokół siebie grupę weteranów branży filmowej którzy pomogli mu osiągnąć wszystkie założenia wizualne „Klucza do wieczności”. „Tom Foden nie uznaje problemów, widzi tylko rozwiązania”, wyjaśnia reżyser. „Przykładowo, nie chciałem, aby sceny w laboratorium wyglądały zbyt efekciarsko, wszystko musiało być odpowiednio osadzone w tej rzeczywistości i prezentować się tak absolutnie profesjonalnie. I jednocześnie, jak już wcześniej podkreślałem, cały film miał wyglądać tak, jakby dział się w najbliższej przyszłości, jakby dawał wgląd w to, jak świat będzie wyglądał za 20 minut”. Kostiumografka Shay Cunliffe mówi, że nie wahała się przed przystąpieniem do tego projektu, „ponieważ scenariusz był świetny i od dawna pragnęłam pracować z Tarsemem. Muszę przyznać, że byłam trochę zdenerwowana, gdyż byłam nową członkinią ekipy. Tarsem pracuje już z Brendanem i Tomem od wielu, wielu lat, a kostiumami w jego filmach zajmowała się wcześniej świętej pamięci Eiko Ishioka, której kreacje uważam za wprost genialne!”, wyznaje Cunliffe. „Tom i jego ekipa szybko mnie jednak wprowadzili w temat i opowiedzieli szerzej o stylu Tarsema. Później dyskutowaliśmy z Tarsemem nad wyglądem Damiana, zarówno w wykonaniu Bena, jak i Ryana. Ważne było podkreślenie nietuzinkowej osobowości i dosyć kosztownego gustu tej postaci”.

Jednym z najważniejszych – i jednocześnie oferujących największe możliwości wizualne – wątków „Klucza do wieczności” jest spotkanie Damiana/Edwarda z Madeline, w którą wciela się piękna Natalie Martinez. W tym momencie krucha już i tak świadomość głównego bohatera ulega jeszcze większej fragmentaryzacji, lecz jednocześnie wydarzenie to pomaga Damianowi zobaczyć w swojej głowie o wiele więcej prawd przeszłości. „Wszystkie sekrety wychodzą na światło dzienne”, opowiada aktorka. „Gdy ten facet pojawia się przed drzwiami Maddie, ona wyczuwa, że coś jest z nim nie tak. I nagle rozpętuje się prawdziwe piekło!” Steve Ritzi, reżyser drugiej ekipy, opowiada, że nakręcenie sekwencji chaosu, który wytwarza się niespodziewanie przed domem Maddie, „zajęło nam dobre półtora tygodnia. Najpierw przerobiliśmy sceny na farmie i w kuchni razem z kaskaderami, aby ustalić dokładnie wszystkie ruchy postaci, a dopiero później nakręciliśmy je z udziałem aktorów”. Martinez dodatkowo ujawnia, że „Maddie kopie w filmie kilka tyłków, ale także sama dostaje porządnie w kość. Wystąpiłam w tylu scenach kaskaderskich, w ilu pozwolono mi zagrać. Dzięki temu reakcje postaci są bardziej naturalne”. Ritzi dodaje również, że „Tarsem chce kręcić jak najwięcej na planie, zamiast zostawiać niektóre rzeczy do czasu post-produkcji. Nawet jeśli chodzi o tak skomplikowane sekwencje jak pościg samochodowy, którego w takiej formie widzowie jeszcze nie widzieli”, zapewnia Ritzi.

„Byłem dumny z tego, że pozwolił mi zaplanować całą sekwencję pościgu, wcześniej jedynie opowiadając szczegółowo, co chciał za jej pomocą osiągnąć fabularnie i narracyjnie”, kontynuuje Ritzi. „Muszę także przyznać, iż Ryan był wymarzonym współpracownikiem, ponieważ jest znakomicie wysportowany i posiada naturalne predyspozycje atletyczne. W Kluczu do wieczności mamy wiele skomplikowanych scen akcji, więc jego perfekcyjna kondycja i tężyzna fizyczna bardzo nam pomogły”. Singh podkreśla, że „nie chcieliśmy, żeby sekwencje akcji pojawiały się ot tak, po prostu, niejako znikąd, bez większego ładu i składu – wszystkie wynikają z rozwoju fabuły oraz tego, co bohaterowie robią i kim się stopniowo stają. Robiliśmy także wszystko, żeby ujęcia ze strzelanin nie wyglądały jak z kolejnego odmóżdżającego filmu akcji, który jednocześnie maksymalnie znieczula publiczność emocjonalnie. Wszystkie sceny pościgów i strzelanin są wpisane w w opowiadaną historię i pojawiają się na ekranie dopiero w momencie, gdy bohaterowie są już odpowiednio nakreśleni i można im kibicować”. Bergman wyjaśnia, że „pojawienie się w filmie Madeline sprawia, że wszystko wymyka się spod kontroli, a ta silna, acz zagubiona w życiu kobieta staje się emocjonalnym centrum całego filmu”. Producent również dodaje: „Pamiętam moment, w którym Natalie przyszła na przesłuchanie. Była idealna”.

 

Singh również pamięta ten dzień. „Gdy ją po raz pierwszy zobaczyłem i usłyszałem, wiedziałem, że to Natalie musi zagrać Madeline!” Reżyser wyjaśnia, że „gdy kręciliśmy pewną ważną scenę z jej udziałem, pracowaliśmy w ciasnym pomieszczeniu, a to oznaczało, że nie mieliśmy za dużo miejsca na sprzęt, więc pozostawała nam praca z jedną tylko kamerą. Musieliśmy być idealnie przygotowani i zgrani. Natalie zagrała perfekcyjnie już przy trzecim podejściu, a ja usiadłem aż na chwilę i nie mogłem wyjść z podziwu, że ujęła tak doskonale wszystkie emocje, które chciałem wpisać w ten fragment”, dodaje Singh. „W pewnym sensie Natalie miała do zagrania najtrudniejsze sceny w filmie, ponieważ na krótki okres staje się oczyma publiczności”, chwali swoją partnerkę z planu Reynolds. „Muszę przyznać, że wypadła znakomicie, wnosząc do swojej postaci ciepło i wdzięk, a także ogromną wewnętrzną siłę”. A Martinez mówi: „Już w trakcie czytania scenariusza zdałam sobie sprawę, że większość scen z udziałem Maddie jest bardzo, ale to bardzo emocjonalna. Ta kobieta przeszła naprawdę wiele, ale pozostała wierna samej sobie. Dla mnie Klucz do wieczności to film o drugich szansach, nie tylko w perspektywie Damiana. Większość postaci, pierwszo- i drugoplanowych staje lub już stanęła przed trudnymi moralnymi dylematami”.

 

Madeline staje się katalizatorem kolejnych zmian w życiu Damiana. „Mówi się, że człowiek staje się tym, kim jest, ze względu na cechy charakteru zapisane w genach, ale także, przynajmniej częściowo, w wyniku oddziaływania środowiska, w którym przebywa. Problem w tym, że w przypadku Damiana oba te aspekty ulegają ogromnym zmianom”, wyjaśnia Singh. „Mężczyzna żył przez wiele lat niczym w bańce mydlanej, odseparowany od świata swoimi pieniądzmi i władzą oraz znajomością z ludźmi, którzy robili wszystko, żeby mu się przypodobać. Był egoistą i w pewien sposób łajdakiem. Otrzymuje jednak niespodziewanie możliwość odkupienia przynajmniej części swoich win oraz rozpoczęcia życia jako inna osoba pośród zupełnie innej grupy ludzi”. Reynolds podkreśla, że „gdy Damian przenosi swoją świadomość do młodszego ciała i umiera, pozostawia za sobą ogromny bałagan. Zanim dowiedział się o istnieniu procedury Albrighta, próbował naprawić relacje ze swoją dorosłą córką, w którą wciela się Michelle Dockery, ale mu się to nie udało i potem nie mógł już wrócić do tej sprawy. Mając nowe życie i młodsze ciało, wciąż jednak odczuwa potrzebę zadośćuczynienia za swoje grzechy, nawet jeśli oznacza to wystawienie się na ogromne niebezpieczeństwo”, informuje aktor. „Damian uważał się zawsze za zwycięzcę, ale cała ta historia uświadamia mu, że poddanie się lub poświęcenie dla drugiego człowieka nie oznaczają automatycznie porażki. Wręcz przeciwnie. Tytuł naszego filmu (oryginalny tytuł „Selfless”) oznacza dla każdej z postaci coś innego, ale widzowie będą również musieli zdecydować, co znaczy dla nich”.

 

 

Fiszka filmu:  Klucz do wieczności

Self/Less
 

Reżyseria: 


Obsada:
, , , ,

Gatunek: ,

Premiera: 24 Lipiec 2015
Rok produkcji: 2015
Kraj: USA


 
 
 
 

Dystrybutor filmu

 
 
 
 

Katagoria: warsztat producenta
Słowa kluczowe: , , , , , , , ,
Opublikowano 3 lata temu.
Publikacja była czytana: 1320  razy.