Producenci o Medicusie


Kiedy po raz pierwszy pojawiła się koncepcja zrealizowania epickiej filmowej adaptacji bestsellera Noah Gordona?

Wolf Bauer: Koncepcja pojawiła się już niedługo po publikacji powieści w Niemczech w 1987 roku. Oryginalnie „Medicus” miał swoją premierę w Stanach Zjednoczonych w 1986 roku. Od pierwszego weekendu książka cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Będąc zagorzałymi czytelnikami epickich, wielowątkowych powieści, niemalże natychmiast po jej przeczytaniu zdecydowaliśmy się nabyć prawa do jej sfilmowania. Niestety, okazało się, że byliśmy 14 dni za późno i ktoś inny już je zakupił. Nic z tego jednak nie wyszło i w 2008 roku Gordon odzyskał te prawa. Do dzisiaj nie potrafimy zrozumieć, dlaczego tamci producenci nie nakręcili „Medicusa”. W każdym razie, gdy tylko okazało się, że możemy dostać kolejną szansę, polecieliśmy do Bostonu na spotkanie z Noah Gordonem. Z początku był dość sceptyczny, nie wierzył, że jego dzieło zostanie nareszcie sfilmowane po ponad dwudziestu latach od premiery. Odbyliśmy z nim i jego córką kilka spotkań i zdołaliśmy ich przekonać, że w naszych rękach projekt nie będzie leżał na półce.

 

To zakrawa na skandal, że nie powstał jeszcze żaden film w oparciu o „Medicusa”. Czy potraficie znaleźć jakieś wyjaśnienie, dlaczego tak się stało?

Nico Hofmann: Noah Gordon jest niezwykle inteligentnym i wrażliwym człowiekiem, który dokładnie wie, czego oczekuje po filmowej wersji swej powieści. Wydaje mi się, że wiele poprzednich prób zakończyło się niepowodzeniem, ponieważ tamci producenci myśleli wyłącznie w kategoriach komercyjnych i pod tym kątem planowali stronę wizualną swego projektu oraz obsadę, którą chcieli zatrudnić. Ich projekty zbyt często zaczynały przypominać historyczne science fiction, wizualny spektakl, który był jedynie efektownym świecidełkiem i nie miał już wiele wspólnego z duchem powieści Gordona. Uważam, że udało nam się go do siebie przekonać właśnie dlatego, że poświęciliśmy kilka ładnych godzin na wyjaśnienie mu naszego podejścia do tej historii.

 

Na czym polegała wasza wizja?

Wolf Bauer: Najważniejszym elementem powieści jest heroiczna podróż głównego bohatera, Roba Cole’a, z „mroku” w stronę „światła”. Jego nigdy nienasycone pragnienie zdobywania wiedzy oraz doświadczenia – niezwykła determinacja, która popycha go do kolejnych czynów i poszukiwań, która motywuje go do rozpoczęcia przygody w kompletnie obcych krajach, zupełnie nieznanych światach, żeby odnaleźć odpowiedzi na dręczące go pytania. Wiedza medyczna, tradycja będąca uwarunkowana historycznie już od czasów antycznych, od najlepszych lat panowania wyrafinowanych kultur starożytnych Greków i Rzymian, została w Europie utracona w trakcie Średniowiecza, które nie bez powodu jest określane „Wiekami Ciemnymi”. Z kolei w Cesarstwie wschodniorzymskim, ze stolicą w Bizancjum, ale także na terenie Persji, była ona nieustannie kultywowana. Naszym punktem wyjścia była właśnie pasja Roba do ponownego odkrycia tej wiedzy, co było również motywem przewodnim wymyślonym przez Noah Gordona, który jako dziennikarz pisywał o historii medycyny i pragnął przedstawić widzom ekscytującą przygodę, swego rodzaju podróż w czasie, do tamtej epoki, opowiedzianą za pomocą Roba Cole’a.

 

Nico Hofmann: Podczas naszych dyskusji z Gordonem uświadomiliśmy sobie z jak wielką precyzją podszedł do napisania swojej powieści, która posiada wiele różnych warstw. Istnieje poziom stricte filozoficzny, opowieść o dojrzewaniu młodego człowieka, który po raz pierwszy odkrywa na swoje potrzeby to, czym jest otaczający go świat. Powieść zawiera również przesłanie związane z tolerancją religijną, opowiada o naukowych podstawach medycyny, związanych między innymi z coraz dokładniejszym poznawaniem ludzkiego organizmu. Podjęliśmy decyzję, że właśnie na tej złożoności oprzemy scenariusz filmowej adaptacji. Mogliśmy zredukować fabułę do najważniejszych punktów i skupić się na realizacji ekscytującego spektaklu akcji, jednakże w pełni świadomie wybraliśmy trudniejszą drogę. Co oczywiste, skondensowanie tej skomplikowanej, wielowątkowej powieści do ram dwuipółgodzinnego filmu fabularnego było ogromnym wyzwaniem ale najważniejsze było dla nas to, że Noah Gordon wyruszył w tę podróż wraz z nami. Prace nad adaptacją opierały się na nieustannym dialogu, byliśmy obaj otwarci na jego pomysły i sugestie. Ostatecznie Noah bardzo się zaangażował w kreację filmu, wspomagając nas zarówno przy pierwszej wersji scenariusza, jak i ostatecznym tekście, z którym weszliśmy potem na plan.

Wolf Bauer: Kolejnym niezwykle ważnym dla Noah motywem był wątek religijnej tolerancji. Gordon opowiada w „Medicusie” historię podróży zmierzającej do uzyskania wiedzy, ale także dosłowną przygodę z udziałem różnych religii. Rob Cole rozpoczyna swoją drogę jako chrześcijanin, później staje się żydem, ponieważ jedynym sposobem na osiągnięcie zamierzonego celu jest nauka w słynnej madrasie w Isfahanie, a tam z kolei zagłębia się w kulturę islamską. Nawiązuje również przyjacielskie więzi z innymi studentami, Żydem Mirdinem oraz Persem Karimem. Trójka przyjaciół stanowi doskonały dowód na to, że zrozumienie pomiędzy różnymi religiami jest jak najbardziej możliwe.

 

Na czym polegały dalsze prace nad adaptacją?

Wolf Bauer: Umówiliśmy się z Gordonem, że pierwszy szkic scenariusza napisze osobiście wraz z córką. Co oczywiste, dla autora epickiej powieści na 850 stron, z której należy wyciąć wiele aspektów i wątków, a także ograniczyć charakterystykę postaci oraz samą narrację, było to niezwykle trudne zadanie. Gdy mu się to już jednak udało, otrzymaliśmy od niego zgodę, by skierować projekt na inne tory, zaczęliśmy więc szukać odpowiednich scenarzystów. Pierwsze siedemnaście wersji napisał dla nas David Scott. Byliśmy bardzo zadowoleni z jego pracy. Następnie zatrudniliśmy Andrew Birkina, scenarzystę „Pachnidła: Historii mordercy”, a po wybraniu Philippa Stölzla na reżysera, zatrudniliśmy także człowieka, z którym często pracował, Jana Bergera. Całość zajęła nam 4 lata, kosztowało nas to mnóstwo nerwów i nieprzespanych nocy, lecz wspólnymi siłami udało nam się wypracować ostateczną wersję scenariusza.

 

Czy od samego początku wiedzieliście, że projekt ma potencjał międzynarodowy?

Wolf Bauer: Tak. Ta powieść idealnie się do tego nadaje. „Medicus” sprzedał się świetnie w większości krajów Europy, z tego względu pracowaliśmy, by projekt trafił do publiczności różnych kultur i na różnych szerokościach geograficznych. Film musiał zostać nakręcony w języku angielskim i mieć odpowiednio wysoki budżet.

Nico Hofmann: Naszym podstawowym założeniem było stworzenie filmu, który prezentowałby zdecydowanie europejski punkt widzenia, ale cały proces polegał także na tym, by zatrudnieni aktorzy, wybudowane plany zdjęciowe, prezentowany styl narracyjny oraz inne aspekty produkcyjne sprawiły, że nasza wersja „Medicusa” spodoba się widzom na całym świecie. Z takim materiałem można było pójść w wiele różnych stron, mamy jednak nadzieję, że podjęte przez nas decyzje będą mówiły same za siebie – niezależnie, czy chodzi o obsadzenie w głównej roli Toma Payne’a, powierzenie roli Ibn Siny Benowi Kingsleyowi, czy też zatrudnienie na stołku reżysera tak epickiej produkcji Philippa Stölzla. Podjęliśmy wiele odważnych decyzji, ale uważamy, że dzięki temu pokażemy światu, że w Niemczech mogą powstawać tak cudowne uniwersalne filmy.

 

Zatrudnienie brytyjskiego bądź amerykańskiego reżysera przysporzyłoby projektowi międzynarodowej renomy, przyciągnęłoby również jeszcze bardziej znane nazwiska. Zdecydowaliście się jednak świadomie na Philippa Stölzla.

Nico Hofmann: Poszukiwania odpowiedniego reżysera trwały dość długo. Zatrudnienie Philippa Stölzla – oraz autora zdjęć Hagena Bogdanskiego – pozwoliło nam zbliżyć się maksymalnie do naszej wizji. To reżyser, który jest w stanie nadać każdej historii pewnego ciepła, potrafi skupiać się na bohaterach danej opowieści, a ze względu na swoją teatralną oraz operową przeszłość potrafi radzić sobie z wielowątkowymi historiami. Byliśmy zachwyceni również jego wcześniejszymi filmami, zarówno fizycznością „Nocnej ściany”, jak i intelektualną stroną „Zakochanego Goethe”, bo widać w nich, że reżyser czerpie przyjemność z tego, co robi i jak to robi.

 

Który aspekt tak ogromnej produkcji przysparzał wam największych problemów? Okres przygotowań i planowania wszystkich elementów?

Wolf Bauer: Tak, później nie było aż tak wielu problemów. Muszę szczerze przyznać, że gdy mieliśmy już pełną ekipę, z autorem zdjęć Hagenem Bogdanskim, kostiumografem Thomasem Oláhem i scenografem Udo Kramerem, wszystko szło zgodnie z planem.

Nico Hofmann: W trakcie poszukiwania odpowiednich lokacji oraz planowania wszystkich aspektów pracy na planie zdawaliśmy sobie sprawę, że musimy zmieścić się w wyznaczonym budżecie. Amerykanie zrobiliby to za trzy razy większe pieniądze, przy trzy razy dłuższym okresie zdjęciowym. A my potrzebowaliśmy świetnych aktorów, dobrego reżysera oraz świadomości, że wszystkie departamenty na planie pracują bez opóźnień. Bardzo dużym wsparciem była dla nas także ekipa artystów od efektów wizualnych z Pixomondo, którzy niedawno odebrali Oscara za „Hugo” Martina Scorsese.

 

Jak trudnym wyzwaniem było stworzenie odpowiednich efektów komputerowych?

Wolf Bauer: Koszty były horrendalnie wysokie. W europejskim kinie tylko jeden czy dwa filmy miały tak wiele efektów komputerowych na tak wysokim poziomie.

Nico Hofmann: Chodzi o powoływanie do życia całkowicie nowego świata. I to na różnych kontynentach. Nie można popełnić żadnego błędu. Zarówno przed rozpoczęciem zdjęć, jak i w okresie post-produkcji korzystaliśmy z pomocy specjalistów w dziedzinie historii medycyny. „Medicus” to fikcyjne historyczne kino przygodowe, ale osadzone w konkretnej rzeczywistości, więc podstawowe jej aspekty musiały się zgadzać. Każdy detal był na wagę złota, niezależnie od tego, czy chodziło o krajobraz Isfahanu czy wygląd narzędzi chirurgicznych, które były zupełnie inne niż w Anglii. Czasami mieliśmy wrażenie, że jesteśmy w muzeum historycznym.

 

Dlaczego ten gatunek kina jest tak popularny? Co najbardziej zachęca ludzi do filmowego podróżowania w czasie, na czym polega ta fascynacja?

Wolf Bauer: Średniowiecze uważamy za epokę archaiczną, w której ludzkie cierpienie było o wiele większe niż obecnie. W takim środowisku historycznym wszystkiemu można nadać odpowiedniej dramaturgii. I właśnie dlatego takie seriale jak „Gra o Tron” cieszą się gigantycznym powodzeniem.

Nico Hofmann: Myślę, że chodzi o pragnienie obcowania z archaicznymi czasami, coś w rodzaju „powrotu do źródeł”. W tamtych czasach świat był bardziej pierwotny, w ten sposób inny i ciekawszy dla współczesnego widza. Uważam, że piękny, poetycki styl, w jakim Phillip Stölzl nakręcił „Medicusa”, będzie tym bardziej urzekający dla publiczności.

Wolf Bauer: I nie da się tak naprawdę porównać heroicznych czynów Roba Cole’a z niczym, co istnieje w dniu dzisiejszym! Młody człowiek, podchodzący z bardzo biednej rodziny, odkrywa swe wewnętrzne powołanie i rozpoczyna podróż przez zupełnie nieznany mu świat. Zaczyna się ona w Anglii, a kończy w Isfahanie. Publiczność będzie urzeczona.

 

Fiszka filmu:  Medicus

The Physician
 
medicus-2013-niemcy

Reżyseria: 


Obsada:
, , ,

Gatunek: , ,

Premiera: 25 Kwiecień 2014
Rok produkcji: 2013
Kraj: Niemcy


 
 
 
 

Dystrybutor filmu

 
 
 
 

Katagoria: warsztat producenta
Słowa kluczowe: 
Opublikowano 4 lata temu.
Publikacja była czytana: 392  razy.