Alexandre Aja o Rogach


 

O materiale źródłowym

Spędziłem na kręceniu horrorów ostatnie dziesięć lat swego życia i w pewnym momencie poczułem, że znam już wszystkie mechanizmy tego gatunku tak dobrze, że powinienem spróbować stworzyć coś innego. Można powiedzieć, że chciałem się zredefiniować jako filmowiec, otworzyć na coś świeżego i mniej znanego. Wydało mi się więc naturalne, że w ostatecznym rozrachunku wróciłem w moim najnowszym filmie do samego źródła filmowego horroru – gotyku. Gdy po raz pierwszy przeczytałem kultową powieść Joe Hilla pt. „Rogi”, najbardziej zainteresowała mniej zawarta w niej alegoria współczesnej Ameryki, a także odważna i nowatorska żonglerka tonacją opowieści. Poczułem się poruszony do głębi wymyśloną przez Hilla historią miłosną, rozbawiła mnie do łez zawarta na kartach powieści satyra i zachwyciłem się wisielczym humorem z jakim autor podszedł do szkicowania portretu ludzkiej natury. Hillowi czarny jak smoła dowcip posłużył do opowiedzenia o zupełnie innym rodzaju grozy. Wykorzystał do tego motyw dwoistości ludzkiej duszy, sił nadnaturalnych oraz naruszenia nietykalności tematów tabu. Jego gotycka baśń, lub też przypowieść, jak kto woli, dokonuje dekonstrukcji i jednocześnie utrwala społeczną definicję normalności, kwestionując przy okazji nasze, ludzi, twórców i widzów, rodzaje uzależnień oraz istniejących w nas sprzeczności. Najbardziej mnie jednak do tej powieści przekonał fakt, iż jej fabuła wpisuje się w fascynujący sposób w uniwersalną mitologię postaci Szatana, tyle że z naciskiem na rock’n’rollową i popkulturową stylistykę. „Rogi” nie są jedynie przypowieścią na temat walki dobra ze złem, ale przede wszystkim thrillerem z nadnaturalnymi wątkami, w samym sercu którego stoi iście romantyczna historia miłosna.

Gdy już Cathy Schulman z firmy producenckiej Mandalay doprowadziła do zatrudnienia mnie na stanowisku reżysera „Rogów”, przez kolejne kilka miesięcy pracowałem wraz ze scenarzystą Keithem Buninem nad przerabianiem kolejnych fragmentów powieści. Chcieliśmy stworzyć odpowiednią scenariuszową adaptację, która byłaby możliwie jak najwierniejsza książce Joe Hilla. Czerpaliśmy z niej całymi garściami, wpisując w nasz film wszystkie zawarte w niej warstwy znaczeniowe, różnego rodzaju motywy i całą tę cudowną symbolikę. Naszym głównym założeniem było stworzenie scenariusza bogatego w detale i możliwości, który nie umniejszałby samej powieści. Ja osobiście pragnąłem wnieść do tej opowieści podteksty biblijne. Nie chciałem też w żaden sposób naruszać czarnego humoru preferowanego przez Hilla, a także wątków romantycznych oraz tych związanych z poczuciem osaczającej grozy. Wymyślona przez autora historia przeskakiwała między odległymi o ponad dekadę płaszczyznami czasowymi – pomiędzy wspomnieniami Iga z dzieciństwa oraz teraźniejszą sytuacją – i chciałem podkreślić na ekranie buntownicze nastoletnie lata tego bohatera, które przemówią do każdego fana „Zostań przy mnie” Roba Reinera. Jednym słowem, chciałem złożyć swoisty hołd człowiekowi, który był od zawsze jedną z moich największych inspiracji – Stephenowi Kingowi. Podczas gdy powieść Joe Hilla zyskiwała status kultowej i stawała się ogólnoświatowym fenomenem, ja osobiście czułem, że moim obowiązkiem jest podejść z szacunkiem do jej podstawowych elementów i wiernym oryginalnym „Rogom”.

Najważniejszym dla mnie elementem książki była jednakże sama historia Szatana, który został ukazany jako upadły anioł. Metaforycznie rzecz ujmując, postać Iga egzystowała sobie w sielankowym Rajskim Ogrodzie wraz z Merrin, ale gdy kobieta została zamordowana, wszystko uległo diametralnej przemianie. Ig budzi się z niepokojem w sercu i rogami wyrastającymi bezpośrednio z czaszki. Odkrywa bardzo szybko, że ten jego nowy nabytek daje mu kontrolę nad ludźmi, sprawiając, że ci wyznają przed nim swoje najmroczniejsze sekrety. I w efekcie Ig zaczyna wykorzystywać swoje moce by odkryć prawdę na temat tego, kto zamordował Merrin. Jego motywacją w poszukiwaniu odkupienia jest miłość, jednakże musi wyzwolić w sobie diabelskie siły, żeby dokopać się do starannie ukrytej prawdy. Aby oczyścić swoje imię, Ig dosłownie zamienia się w diabła i wykorzystuje zdobyte dzięki tej transformacji ludzkie wyznania, czy też spowiedzi – to pozwala aby dotrzeć do sedna całej tej tajemnicy. Przy okazji zagłębia się w najbardziej grzeszne pokłady ludzkiej natury. W ostatecznym rozrachunku uznałem, że ta historia to swoisty rewers opowieści znanej z „To wspaniałe życie” Franka Capry, a także piękna oda do „Miasteczka Twin Peaks” Davida Lyncha oraz obraz lekko zabarwiony czarnym humorem „Podziemnego kręgu” Davida Finchera.

 

O obsadzie

Gdy zaczęliśmy poszukiwać odpowiednich ludzi do zagrania w „Rogach”, wiedziałem, że do głównej roli potrzebuję aktora, który potrafiłby ukazać na ekranie zarówno mroczne oblicze upadłego anioła, jak i jego swoistą romantyczną stronę. Innymi słowy, musiał to być ktoś, kto będzie w stanie zagrać faceta z dwoma rogami wystającymi złowieszczo z głowy w taki sposób, by wypadło to nie tylko naturalnie, ale także w pewien sposób kusząco. Można powiedzieć, że sam projekt rogów powstał jeszcze przed rozpoczęciem poszukiwań aktora, który miał je przywdziać. Inspirowaliśmy się wizerunkiem Szatana zawartym między innymi w ilustracjach Gustave’a Doré do „Boskiej komedii” Dantego, „Raju utraconym” Johna Miltona i XIX-wiecznych obrazach namalowanych przez Francisco Goyę. Od samego początku wiedziałem, że rogi te muszą być organiczne, przypominać te u satyra czy też barana. Ig musiał również przemawiać odpowiednio do przedstawicieli obu płci, ażeby wzbudzać u nich współczucie. Pamiętając o wszystkich tych aspektach, uznałem, że najlepszym – i w pewien sposób najbardziej oczywistym – aktorem do wcielenia się w tę rolę będzie Daniel Radcliffe. Dopiero później okazało się, że on także jest wielkim fanem powieści Joe Hilla. Ig to postać ikoniczna, której fabularny rozwój wywołuje wiele emocji, rola ta dała więc Danielowi możliwość ukazania innego aktorskiego oblicza, którego wielu widzów jeszcze nie widziało.

Na początku filmu Ig jest bohaterem wrażliwym, szkalowanym i maltretowanym przez społeczeństwo, nie pasującym raczej na bohatera tej opowieści. W miarę kolejnych retrospekcji ukazujących młodszą wersję Iga, stajemy się częścią historii o nastoletnim dojrzewaniu. Dowiadujemy się co tak naprawdę ukształtowało go jako osobę, którą jest w czasie teraźniejszym. Ig musiał przełamać swoją wrodzoną niewinność, w pewien sposób wyprzeć się jej i przyjąć do siebie dwoistość ludzkiej natury – połączenie grzechu i pokusy z dobrocią. Postać Iga zmienia się w pewnym momencie w mroczną, acz niezwykle ciekawą i dość oryginalną wersję diabelskiego mitu – jest jednocześnie niezwykłym manipulatorem i czarującym uwodzicielem. Nawiedzany przez bolesne wspomnienia kobiety, którą na zawsze utracił, Ig desperacko próbuje pogodzić tkwiące w nim pragnienie normalności z rozpierającą każdą komórkę jego ciała chęcią do kuszenia wszystkich i wszystkiego. Sytuacje, które wydają się być całkowicie normalne, w zasadzie nużąco szare, dla niego okazują się prawdziwymi torturami, bowiem w trakcie swojej podróży odkrywa bolesną prawdę o tym, co tak naprawdę myślą o nim bliskie mu osoby, ujawniając za pomocą rogów każde ich pragnienie oraz skrywaną na dnie serca frustrację. W Igu toczy się nieustanna walka między dobrem i złem, a sama opowieść to prawdziwa jazda bez trzymanki, która w sardoniczny, aczkolwiek jednocześnie niezwykle poruszający sposób wywraca wszelkie oczekiwania widzów do góry nogami.

Do roli Merrin, postaci kluczowej w ocenie tego, kim Ig był, jest i będzie, potrzebowaliśmy aktorki, która potrafiłaby wcielić się w archetypiczną Ewę, i jednocześnie trochę zabawić się taką rolą. Merrin symbolizuje pierwszą mityczną kobietę, ma w sobie nieskończone wrodzone dobro, emanuje czystością i jasnością w świecie, który okazuje się być pełen mroku oraz makabry. Choć jednak Merrin wydaje się być delikatna i subtelna, a jej duch staje się katalizatorem podróży Iga, który postanawia pomścić ukochaną, prawda jest o wiele bardziej skomplikowana i zadziwiająca. W miarę rozwoju akcji odkrywamy, że pod tą otoczką skrywa się silna kobieta czynu oraz niezwykła altruistka, która pragnie jedynie uchronić Iga od bólu oraz poczucia straty, z którymi sama musiała walczyć po śmierci swojej matki. Juno Temple posiada w sobie ten fantastyczny dualizm kruchego piękna oraz wewnętrznej siły, widać to w jej ruchach oraz rysach twarzy. Możliwość wcielenia się w rolę Merrin zapewniła jej okazję, by nie tylko zagrać naiwną i zmysłową piękność, ale także swego rodzaju zaprzeczenie takiej postaci, kobietę naznaczoną typowo współczesnym realizmem. To właśnie Juno-Merrin zostaje emocjonalnym przewodnikiem widza po „Rogach”, najpierw stając się wyjątkową muzą Iga, a następnie popychając go coraz dalej i dalej w imię jego walki o pomszczenie swej miłości.

 

O zdjęciach i scenografii

Lokacje, w których rozgrywa się cała filmowa akcja, stały się niemalże dodatkowym, niewidzialnym bohaterem „Rogów”. Niezwykle ważne było dla mnie znalezienie idealnego miejsca do scen dziejących się w gęstym, rozległym lesie oraz naszym metaforycznym Edenie. Vancouver miało w sobie pewną grunge’ową nutkę, która znakomicie wpasowała się w klimat książkowych opisów. Chciałem za wszelką cenę uniknąć kręcenia w lasach widywanych zbyt często w filmach, wyruszyliśmy więc na poszukiwania czegoś oryginalnego i wyjątkowego. Spędziliśmy całe tygodnie na zwiedzaniu różnych łańcuchów górskich, przestrzennych parków narodowych, aż wreszcie znaleźliśmy fantastyczną lokację na nasz domek na drzewie. W pewnym momencie natknęliśmy się na jeden mocno zalesiony obszar z największymi pokładami mchu jakie widziałem w swoim życiu; pokrywał wszystkie ścieżki, zwisał luźno z drzew i nie tracił przy tym nic ze swej naturalności. Wyglądał niemalże sam w sobie jak gotowy plan zdjęciowy, bo był po prostu idealny. Zarówno nasz scenograf, Allan Cameron, jak i ja wiedzieliśmy już po pierwszym obejrzeniu tego miejsca, że nie znajdziemy lepszej przestrzeni na domek na drzewie, który stał się najważniejszą z perspektywy wizualnej lokacją w całym filmie – wracamy do niego wielokrotnie w trakcie naszej opowieści. To właśnie tam nastoletni Ig i Merrin kochają się po raz pierwszy. Właśnie to miejsce oferuje im azyl od świata zewnętrznego. Niestety, również tam Merrin zostaje zamordowana. Gdy rozpoczynaliśmy zdjęcia, lato zaczęło przechodzić stopniowo w jesień, co doskonale pasowało do wizualnej tstrony filmu oraz ogólnej atmosfery opowiadanej przez nas historii. Idylliczne dzieciństwo, które pokazujemy wcześniej, był pełne zieleni i życia, podczas gdy teraźniejszość jest mroczna, surowa i ponura; liście zaczynają tracić kolor i spadać na ziemię.

Kunszt operatorski autora zdjęć Gregory’ego Crewdsona niesamowicie mnie zainspirował. Dzięki niemu udało nam się „uwznioślić” stworzony przez nas świat przedstawiony, uwypuklić w żmudnej rzeczywistości nadnaturalne elementy, które zamieniły ją w coś całkowicie wyjątkowego. Chciałem stworzyć za pomocą obrazu coś w rodzaju typowej dla prowincjonalnej Ameryki fasady urzekającej natury i wszechobecnej sielanki, a jednocześnie skontrastować te sceny z ujęciami śmierci oraz nieuchronnej katastrofy. Idealnie nadającą się do takiego celu lokację znaleźliśmy w pewnym robotniczym miasteczku, położonym w niecce między kilkoma górami. To miejsce miało dokładnie taki charakter, jakiego poszukiwałem i spowodowało, że „Rogi” stały się w pewnym sensie filmowym hołdem dla genialnego „Miasteczka Twin Peaks” Davida Lyncha, które od zawsze uwielbiam. Nasza historia posiada zresztą wiele odniesień do tego serialu, więc nie są to z mojej strony słowa rzucane na wiatr. Mimo brutalnej prawdy, która bije z ekranu, chciałem w „Rogach” pójść w kierunku mocnej stylizacji świata przedstawionego. Była ona widoczna w zdjęciach Crewdsona, ale w celu zwiększenia jej natężenia sprowadziliśmy do naszej ekipy Fredericka Elmesa, który nakręcił między innymi zdjęcia do „Blue Velvet” i „Dzikości serca” Davida Lyncha. Dzięki niemu aspekt lynchowski stał się jeszcze bardziej wyraźny, ale najważniejsze było to, że Frederick pomógł nam znaleźć klucz do opowiedzenia naszej historii poprzez zagłębienie się w motywy surrealistyczne.

 

O muzyce

Kolejnym niewidzialnym bohaterem „Rogów”, być może jeszcze ważniejszym od strony wizualnej, stała się oprawa dźwiękowa filmu, w tym ilustracja muzyczna. Muzyka przewija się przez całą powieść Joe Hilla, jako że diabelskie mity funkcjonują od zawsze w historii rock and rolla. Nie ma w tym żadnego przypadku, że Ig urodził się w rodzinie muzyków, a Terry gra na trąbce. (W rzeczy samej, nazwa miasteczka, Gideon, to odnośnik do anioła z Biblii, który gra na trąbie). Ig jest DJ-em, ale też czarnym łabędziem, wyrzutkiem – w tym sensie, że nie potrafi grać na żadnym instrumencie, lecz jedynie interpretować i przetwarzać to, co już istnieje. Jako że współczesny świat muzyki niezależnej zaakceptował i przyswoił mainstreamowe brzemienia i dźwięki, musieliśmy poszukiwać pomysłów na nasz film wśród klasyków gatunku, których energia i sława są nieprzemijalne. A kto lepiej podkreśli swoją muzyką literackie motywy romantyczne oraz nieposłuszeństwo drzemiące w upadłym aniele niż David Bowie, Marilyn Manson oraz Pixies?

Opowiedziana w „Rogach” historia porusza się naprzemiennie pomiędzy okresem nastoletniości a czasami dorosłości głównego bohatera, chciałem więc od samego początku wpisać się muzycznie w grunge’owe klimaty dorastania, które moje pokolenie zna od podszewki. Kurt Cobain i Nirvana mieli wielki wpływ na „Rogi”, nie tylko pod względem tekstów piosenek, ale także całej stylistyki ich kawałków. Kurt Cobain był w końcu w pewnym sensie gotycką ikoną rozpaczy, uzależnienia oraz autodestrukcji, czyli dokładnie tego, co widać u wielu filmowych bohaterów. Kostiumy noszone przez Terry’ego są mocno zainspirowane grunge’owym wizerunkiem Cobaina; w jednej ze scen gra nawet na trąbce kawałek Daniela Johnstona (który Cobain spopularyzował wśród szerszej publiczności). Tak jak historia rocka jest usłana autodestrukcyjnymi ciągotami różnych muzyków, tak postać Iga musi w pewnym momencie wejść odważnie na niebezpieczną ścieżkę, która być może doprowadzić bohatera „Rogów” do poświęcenia się w imię miłości. Należy to traktować i dosłownie, i metaforycznie: „lepiej nagle się wypalić niż powoli i nieubłaganie gasnąć”.

Muzyka w „Rogach” przemawia wyraźnym głosem, zarówno w przypadku skomponowanych na potrzeby filmu utworów, jak i dobranych piosenek. Chciałem, żeby wspominany ponury dualizm oraz poczucie obcowania z czymś magicznym były zauważalne nie tylko w obrazie, ale także w muzyce. To rock przemieszany z twórczością Angelo Badalamentiego oraz Philipa Glassa. Mój kompozytor, Rob, to muzyczny geniusz – napisał na potrzeby filmu utwory, które są jednocześnie straszne, liryczne, nostalgiczne i odwołują się przy okazji do klasyki. Dzięki niemu widzowie będą mogli zatracić się w „Marzeniach o miejscach, w których kochankowie otrzymali od losu piękne skrzydła”.

 

Fiszka filmu:  Rogi

Horns
 
rogi-2013-kanada-usa

Reżyseria: 


Obsada:
,

Gatunek: ,

Premiera: 31 Październik 2014
Rok produkcji: 2013
Kraj: Kanada, USA


 
 
 
 

Dystrybutor filmu

 
 
 
 

Katagoria: warsztat reżyseria
Słowa kluczowe: 
Opublikowano 3 lata temu.
Publikacja była czytana: 560  razy.