Julio Médem o reżyserii filmu Mama


Zaczęło się od mojej wizyty w Muzeum Sztuki w Düsseldorfie zimą 2006 roku. Nie mogłem wyrzucić z pamięci niepokojącej, wykonanej z brązu rzeźby, którą tam zobaczyłem – „Brozen frau nº 6” Thomasa Schüttego. Kobieco-wilcza postać czołgała się w bólu, zdając się nieść w sobie zarówno życie, jak i śmierć. To była iskra, która dała początek filmowi „Mama”.

 

Tę rzeźbę widziałem tylko raz, nie wracałem do jej zdjęć w sieci. Po powrocie do Hiszpanii natychmiast nazwałem ją sobie Magdą i usiadłem do pisania scenariusza na jej temat, o tym, jak w jej ciele równocześnie rozwija się złośliwy guz i nowe życie. Po kilku miesiącach, latem, pierwszy szkic trafił do szuflady i został tam aż do jesieni 2014 roku. Wtedy przedstawiłem tekst Penélope Cruz. Aktorka natychmiast zgodziła się na udział w filmie – postanowiła dać Magdzie swoje ciało i duszę. Sztuka zrodziła się ze sztuki.

MaMa 02

Wróciłem do scenariusza. Penélope Cruz, wspaniała Pe, zmobilizowała mnie i na nowo zainspirowała. Magda przestała być papierowym tworem, zaczęła nabierać barw, świeżości, humoru, autentyczności, witalności – cech, które moim zdaniem definiują aktorstwo Cruz. Śledzę i podziwiam jej karierę od samego początku. Do tego projektu wniosła bardzo dużo – nie tylko siebie, ale swoje pomysły: jasne, solidne, mocno osadzone w świecie. To z kolei daje lepsze zrozumienie samej postaci, jej ekspresyjności, jak i całej historii. Cruz nie tylko gra Magdę, jest nią. „Mama” należy do niej.

Prace na planie ruszyły wiosną 2015 roku. Wiedzieliśmy, że pod względem realizacyjnym – od strony scenografii, dekoracji itp. – nie będzie to bardzo wymagający film. Co innego, jeżeli mowa o napięciu dramatycznym i emocjonalnym – delikatnym i intensywnym zarazem. Musieliśmy znaleźć klucz, perspektywę, z której opowiemy tę historię – niewidzialny punkt zawieszony gdzieś w przestrzeni, na którym sam mógłbym zawiesić oko, spojrzeć przezeń i podzielić się tym, co widzę, co może zostać dostrzeżone, z moimi partnerami w tej przygodzie – wielkimi sprzymierzeńcami, czterema filarami filmu „Mama”.

 MaMa 06

Pierwszym i najważniejszym z nich jest Penélope Cruz oraz jej ekranowi partnerzy: Luis Tosar i Asier Etxeandia oraz dziecięcy aktor – Teo Planell. Drugim są obrazy i światło, za które odpowiada operator Kiko de la Rici. Trzecim – oprawa artystyczna: scenografia i dekoracje Monste Sanzy, kostiumy Carlosa Dieza, makijaż Any Lozano i fryzury Massimo Gattabrussiego. Czwarty filar to z kolei muzyka skomponowana przez Alberta Iglesiasa. Z tym wspaniałym zespołem zacząłem szukać ostatecznego kształtu filmu – najlepszego, z moich snów, mogącego przetrwać próbę czasu… Kino to poszukiwanie i wynajdywanie proporcji.

Od samego początku chciałem uniknąć podkreślania tragedii, mroku, eksploatacji cierpienia. Nie chciałem, żeby ten scenariusz przerodził się w sentymentalny wyciskacz łez. Moi bohaterowie musieli wręcz powstrzymywać łzy – często było to największym wyzwaniem na planie, zarówno dla aktorów, jak i ekipy. Te ujęcia, sceny nie znalazły się filmie – stały się tylko naszym, twórców, doświadczeniem. Magda i Arturo płaczą tylko kilka razy – bo nie mogą. Julián nie płacze, choć widzimy, jak wielkim wysiłkiem jest dla niego powstrzymanie łez.

Miałem inne założenie: chciałem szukać światła – skądkolwiek, by ono nie pochodziło, choćby było ledwie zauważalne. Gdy historia zaczyna się robić zbyt ciężka, gdy widz znajduje się na skraju zwątpienia, oferuję prześwit w ciemnym sklepieniu. Jak duży? Mikroskopijny. Tak mały, jak to tylko możliwe, by dostrzec wewnątrz życie, jego delikatność, nawet urok. „Mama” szuka piękna i harmonii. A gdy rzeczywistość staje się brutalna, nie odwraca wzroku – konfrontacja jest bezpośrednia i bezwzględna.

Znalezienie tych proporcji było największym wyzwaniem tego filmu. Tu leżało największe ryzyko, kryły się niebezpieczeństwa. Jednym z nich było zestawienie raka piersi ze śmiercią. Z tym wyzwaniem konfrontowanych jest tak wiele kobiet i ich bliskich. Temat wymagał szacunku. Film mówi, że gdy śmierć pojawia się na horyzoncie, staje się widoczna, dni, które nam pozostały nabierają siły, są bardziej wzniosłe. Gdy pojawia się smutek, depresja, piętno odchodzenia, musimy im nadać nową wartość. Może wręcz przewartościować. Dlaczego nie cieszyć się z życia póki ono trwa, nawet jeżeli w pobliżu czai się śmierć?

„Mama” miała również inne pułapki. Wszyscy bohaterowie, poza mężem Magdy, to „dobrzy ludzie”. W tej historii nie ma czarnych charakterów – starczy jeden: złośliwa narośl, antagonista wszystkich. Rak zmusza Magdę, Juliána, Artura i Daniego do podjęcia walki z nim, a także do wydobycia z siebie tego, co najlepsze. W ten sposób z tragedii, na którą nikt z bohaterów sobie nie zasłużył, wyłania się oczyszczenie. Między nimi rozkwita również wolna od winy miłość – wobec siebie i dziecka, które ma przyjść na świat. „Mama” jest też historią miłosną w najgłębszym tych słów znaczeniu.

O temacie tak delikatnym jak rak piersi można, oczywiście, opowiadać na wiele sposobów. „Mama” ma specyficzny charakter. Teraz, gdy film wchodzi już do kin, mogę z wielką dumą i satysfakcją stwierdzić, że udało się nam odnaleźć właściwe proporcje.

 MaMa 01

Reżyser zdjęć Kiko de la Rica sprawia, że to prawdziwie „jasna” opowieść. Delikatny i kruchy obraz odzwierciedla afirmującą życie postawę Magdy, jej poszukiwanie szczęścia, niezależnie od tego, że spotkała ją tragedia.

Atmosfera tego filmu to również zasługa scenografii Montse Sanz, która poznała Magdę, gdy ta była jeszcze rzeźbą z brązu. Montse zbudowała rozświetlone pokoje, w których nie unosi się gęsta woń śmierci. Taki jest gabinet Juliána, nowy dom Magdy. Kolejne przestrzenie zdają się istnieć na ostatnim poziomie życia, chociaż hall prowadzi w ciemność.

Nieco inny charakter ma muzyka. Zdjęcia i scenografia wymykają się tragedii. W minimalistycznych kompozycjach Alberto Iglesiasa – napisał je z myślą o własnym wykonaniu na fortepianie – pobrzmiewa smutek. Nuty odnoszą się do niego z szacunkiem i miłością, by jednak powoli, dyskretnie zastąpić go radością, sprawić, by w finale widz może się nawet uśmiechnął. Alberto obdarza Magdę swoją osobistą artystyczną troską – jest przy niej, nigdy w nią nie wątpi, nawet wtedy, gdy uderza w nią lodowaty podmuch śmierci.

Najważniejszym filarem filmu „Mama” jest aktorstwo. Od dawna podziwiałem kreacje filmowe Luisa Tosara, któremu powierzyłem rolę Artura. Chyba nigdy nie pracowałem z aktorem, który potrafi osiągnąć tak wiele w tak prosty sposób. Jego tajemnica kryje się w głębi oczu, jego siła pochodzi z wnętrza, ale ma ogromną siłę oddziaływania. Ujawnia się jakby bez wysiłku.

Asier Etxeandia reprezentuje zupełnie inną, niemal przeciwstawną energię – z szeroką gamą rejestrów i kolorów, ekstrawersją. Widziałem go w zeszłym roku na deskach teatru w cudownej sztuce „El Intérprete” i wtedy wpadłem na pomysł, by powierzyć mu postać ginekologa Magdy. Śpiewającego ginekologa… Asier/ Julián przemienia film w pieśń na cześć życia – dosłownie. Asier jest intensywnym, nieujarzmionym i hojnym aktorem. Niezwykle eleganckim.

Wreszcie Pe – słów kilka o niej zostawiłem na koniec. To ona jest centrum wszystkiego, wszystkich proporcji, całej energii naszej opowieści. Ona nadaje znaczenie wszystkiemu i wszystkim – rzeźbie Thomasa Schüttego, swoim partnerom z planu, zdjęciom Kiki, przestrzeniom Montse, muzyce Alberta, mojej pracy i pracy całego zespołu.

Penélope jest niesamowita. Gdy wiedziałem już, że zagra i zacząłem z myślą o niej przepisywać scenariusz, nie mogłem nawet o czymś takim marzyć. Takim fantastycznym poszukiwaniu i najlepszym odkryciu. Każdego dnia pracy – a widzieliśmy się codziennie, jest przecież Penélope w każdej scenie  – nieustannie mnie zaskakiwała. Nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Byłem oszołomiony jej spektakularnym talentem, jej kreatywnością, intuicją, naturalnością i wiarygodnością. Wszystko to dzieje się w niej spontanicznie.

MaMa 04

Wspominałem już, że „Mama” to nie tylko opowieść o Magdzie. Ta opowieść do niej należy. To samo muszę teraz powiedzieć o Pe. To nie tylko ona, to jej film, jest z niej zbudowany, z jej ciała. Tym samym Pe składa hołd życiu i pięknu. Kreacja Pe jest sama w sobie bezcennym dziełem sztuki. Dziękuję ci, moja droga Pe, w imieniu nas wszystkich, całego zespołu, który z tobą był.

Metamorfoza wyciągniętej z pamięci inspiracji w żyjący organizm w obrazach filmu „Mama” jest najbardziej niesamowitym doświadczeniem w mojej 24-letniej karierze reżyserskiej.

 

Fiszka filmu:  Mama (reż. Julio Médem)

Ma Ma
 
MAMA plakat PL

Reżyseria: 


Obsada:
, , , , ,

Gatunek:

Premiera: 04 Grudzień 2015
Rok produkcji: 2015
Kraj: 


 
 
 
 

Dystrybutor filmu

 
 
 
 

Katagoria: warsztat reżyseria
Słowa kluczowe: , , , ,
Opublikowano 2 lata temu.
Publikacja była czytana: 624  razy.