Małgorzata Szumowska o Body/ciało


Rozmowa z Małgorzatą Szumowską:

W kinie poszukuję autentyczności

 

Jak wpadłaś na pomysł filmu „Body/Ciało?

Przygody z filmami, które w ostatnich latach wymyślam wspólnie z Michałem Englertem, zawsze zaczynały się w podobny sposób – od jakiejś sceny, którą jedno z nas widziało, gdzieś na ulicy, albo intrygującej historii przeczytanej w gazecie; nierzadko od jednej sceny w filmie, bądź nawet teledysku, czy podczas przeglądania filmików na YouTube. Zupełnie nieoczekiwanie pojawiał się element, z którego zaczynała się cała opowieść.  

W przypadku tego filmu było tak, że Michał zobaczył coś, co miało związek z oględzinami miejsca zbrodni. Ja akurat pracowałam wtedy nad zupełnie innym projektem – chciałam zająć się tematem anoreksji. Wycofałam się jednak z tego, uznając, że nie jest to temat na cały film – jest to zbyt hermetyczny świat. 

Połączyliśmy siły, pomysły i napisaliśmy całkowicie inny tekst, który traktował o ciele i tym, co jest z nim związane, ale nie w sposób dosłowny. Nie chcieliśmy iść w stronę erotyki, bo to już przerobiliśmy we wcześniejszych filmach.

 

W związku z metodami, jakie stosujesz, podczas pracy na planie, częstymi zmianami i improwizacjami, nigdy nie wiadomo, w którym kierunku pójdą Twoje filmowe dzieci. „Body/Ciało” jest już gotowe. Czego widz może spodziewać się po tym seansie?

W tym filmie najbardziej lubię to, że dla każdego będzie on, o czymś innym. Ludzie odnajdą w nim siebie i swoje problemy. Ciało, które się tu pojawia występuje w przeróżnych postaciach – i jako ciało martwe, i ciało astralne, czyli duchy; jest też dziewczyna chora na anoreksję, która zmaga się ze swoją cielesnością. Ale dla mnie to przede wszystkim film o wierze, o tym, jak bardzo ludzie pragną w coś wierzyć; wierzyć,  że istnieje życie po śmierci, że nie wszystko kończy się wraz z nią. Współczesny świat tę wiarę ludziom utrudnia. Ludzie są zagubieni, a Kościół przestał odgrywać rolę duchowego przewodnika, jaką spełniał w czasach komuny, czy jeszcze w latach 90. Zaczynamy poszukiwać innych form wiary i religijności. Bohaterka grana przez Maję Ostaszewską jest trochę spirytystką, trochę buddystką, zanurzoną jednocześnie w katolickiej tradycji. Z kolei Janusz Gajos gra człowieka, który nie wierzy kompletnie w nic, co jednak utrudnia mu życie, jest przez to absolutnie nieszczęśliwy. W pewnym momencie daje się jednak uwieść. Zaczyna wierzyć, że jest coś więcej, mieć nadzieję na kontakt ze zmarłą żoną, która przyjdzie do niego i powie mu coś, co odmieni jego życie. To samo dotyczy ich córki, która bardzo tęskni za matką.

 

„Body/Ciało” pisaliście z Michałem pod konkretnych aktorów. Co zdecydowało, że postawiłaś na te właśnie nazwiska?

Dlaczego Gajos? Bo uważam, że jest to aktor w polskim kinie niewykorzystany. Od wielu lat nie zagrał żadnej roli dramatycznej, która pokazywałaby jak dobrym jest aktorem kinowym. Takiej roli dawno nie miał i myślę, że na taką właśnie czekał! Wiem też, że Janusz wiele ról odrzuca, ale coś mi mówiło, że ta mu się spodoba. Pisząc scenariusz, musieliśmy wierzyć, że nam nie odmówi, bo nie znajdowaliśmy żadnego godnego zastępcy. Samotny ojciec, nie radzący sobie z nastoletnią córką i alkoholem – Janusz Gajos idealnie pasował nam do tego opisu, nosi w sobie pewien smutek.  

 

body - fot jacekdrygala-109

Co do Mai. W Polsce nie ma ról dla aktorek po czterdziestym roku życia, a jest wiele wybitnych aktorek w tym wieku, których talent marnuje się, bo w filmach grają bardzo rzadko albo wręcz wcale. To samo dotyczy Mai, która szerszej publiczności znana jest z serialu, a tak naprawdę jest wybitną aktorką teatralną, która pracuje u Warlikowskiego. Ma takie możliwości, że zagra wszystko, co jej napiszę. Do dwóch głównych ról wzięłam więc aktorów wybitnych, do tych mniejszych również, jak np. Małgosia Hajewska-Krzysztofik, która zagrała w „33 scenach z życia”.

 

Maja Ostaszewska kojarzona jest przede wszystkim z serialu telewizyjnego, ale również z pięknych sesji zdjęciowych w ekskluzywnych magazynach, na których wygląda wręcz zjawiskowo. Tymczasem w „Body/Ciało” zdecydowała się na drastyczną zmianę wizerunku…

Myślę, że każda aktorka marzy o roli, w której może się zmienić i pokazać od zupełnie innej strony, również fizycznej. Maja zagrała w moim filmie bez makijażu, obcięła włosy, ufarbowała je, gra w brzydkich, niemodnych ciuchach, można powiedzieć, że się oszpeciła. Pomimo tego była bardzo zadowolona, że może stworzyć taką właśnie kreację, ani przez chwilę nie widziałam w niej żadnych obaw. Jestem przekonana, że przełamanie wizerunku jest dla aktora czymś wspaniałym. Szkoda, że w polskim kinie jest tak mało tego typu kreacji, brakuje bohaterek z krwi i kości. Z kolei gazety, o których wspomniałeś, te rozkładówki, cała ta kolorowa prasa, dają nam całkowicie plastikowy, niemający nic wspólnego z rzeczywistością obraz kobiety.

 

Co powiesz o pozyskaniu Tomka Ziętka, który coraz śmielej poczyna sobie w polskim kinie?

Tomek Ziętek został wyłoniony z castingu, na którym było zaledwie 6 osób. Od razu było jasne, że jest znacznie lepszy od innych. Charakteryzuje go naturalność, która zdarza się u jednej osoby na tysiąc, kamera go uwielbia. Poza tym to jest chłopak niesamowicie wyluzowany, ani razu nie widziałam, aby jakoś szczególnie spiął się z powodu tego, że gra z Gajosem. To świadczy o sile młodego aktora – jeśli nie spina się w obliczu takiego autorytetu, to znaczy, że coś z niego będzie.

 

Crème de la crème twoich odkryć to jednak Justyna Suwała, dziewczyna nie tylko o niesamowitym fizis, ale również talencie. Jak udało ci się ją odkryć?

Historia odkrycia Justyny związana jest z facebookiem. Pracuje dla nas chłopak, prawdziwy, jak go przezywamy, król facebooka, ma tam masę znajomych. Dawid poszalał w internecie i wspólnie wyłoniliśmy grupę 12 kandydatek, które zaprosiliśmy na casting. Gdy do pokoju weszła Justyna, od razu wiedzieliśmy z Michałem Englertem, że to jest właśnie to! Justyna sprawiała wrażenie, jakby znalazła się u nas zupełnie przypadkowo. Cały czas podkreślała, że nie jest pewna tej decyzji, nie wie czy chce być aktorką, że niespecjalnie jej zależy. To wszystko udało uchwycić się na zdjęciach – tę jej naturalność, zwyczajność, luz. Została więc z nami, musiała nieco schudnąć, przefarbować włosy. Co ważne, ona również nie czuła żadnego napięcia w związku z tym, że gra z Januszem Gajosem. Podeszła do tego bardzo naturalnie i to jest w niej niezwykłe.

 

Czy wizja terapii, jaką prezentujecie w filmie to wytwór waszej wyobraźni czy ma ona oparcie w rzeczywistości?

Tak, spotykaliśmy się z prawdziwą terapeutką, podglądaliśmy podobne spotkania, sami również mieliśmy okazję w nich uczestniczyć. Terapia jest sytuacją bardzo filmową, bardzo intensywnie działa na emocje. Te sceny kręciliśmy na żywo, bez prób, stąd autentyczność emocji Justyny i pozostałych dziewcząt.

 

 

Fiszka filmu:  Body/ciało

 
Body/ciało

Reżyseria: 


Obsada:
, ,

Gatunek:
Nagrody/nominacje:
Premiera: 06 Marzec 2015
Rok produkcji: 2015
Kraj: Polska


 
 
 
 

Dystrybutor filmu

 
 
 
 

Katagoria: warsztat reżyseria
Słowa kluczowe: 
Opublikowano 4 lata temu.
Publikacja była czytana: 407  razy.