„Klub włóczykijów” czyli Niziurski w kinie


10 lipca 2015 roku  minęła 90. rocznica urodzin Edmunda Niziurskiego. Komedię przygodową „Klub włóczykijów” zainspirowała powieść kultowego dla kilku pokoleń czytelników pisarza. Twórca filmu, scenarzysta i reżyser Tomasz Szafrański, wychował się, jak sam przyznaje, na powieściach i opowiadaniach Niziurskiego – klasyka literatury nie tylko młodzieżowej – i to jemu poświęcił swój film.

 

Scenariusz oparty jest na motywach z książki „Klub włóczykijów, czyli trzynaście przygód wujka Dionizego”, opowiada o trzynastoletnim Kornelu, który wraz ze swoim ekscentrycznym wujem Dionizym i przyjaciółmi wyrusza na poszukiwanie owianego tajemnicą skarbu, pozostającego w ukryciu od czasów drugiej wojny światowej.

Według wielu znanych i uznanych ludzi pióra, Edmund Niziurski (ur. 10.07.1925 w Kielcach, zm. 9.10.2013 w Warszawie) nie był jedynie wyróżniającym się pisarzem dla młodzieży, lecz po prostu pisarzem doskonałym, wręcz wybitnym. Tej opinii nie kryje niejeden twórca „dorosłej” literatury. Jerzy Pilch potrafił z pamięci recytować fragmenty jego utworów, pokornie zabiegał też o autograf Mistrza. Krzysztof Varga powraca do książek Niziurskiego w swych felietonach, wygłosił również pełną autentycznego podziwu mowę na pogrzebie autora „Sposobu na Alcybiadesa”. Dramaturg i scenarzysta Wojciech Tomczyk wielokrotnie podkreślał rażącą siłę dialogów u Niziurskiego.

Wzorem dla młodego pisarza był, u zarania jego kariery literackiej, Kornel Makuszyński, w którego powieściach doskonale widoczne były inspiracje „dorosłymi” klasykami – Mrożkiem, Gombrowiczem i (jak twierdził Pilch) Witkacym. Niezwykła inwencja językowa pisarza do dziś budzi podziw wielu jego kolegów po piórze.

Na czym polegała wyjątkowość Niziurskiego? Według Vargi, opisywał on „łobuzów”, młodych chłopaków, takimi jacy byli, niemal bez dydaktycznych zapędów. Krytyk Piotr Bratkowski dostrzegał w jego książkach – delikatnie tylko kamuflowane – wezwanie do buntu. Wszyscy czytelnicy prozy Niziurskiego doceniali jego nasycone absurdem poczucie humoru, nieco groteskowe ukazywanie PRL-owskich realiów i zręcznie stylizowane, mieszające potoczność i wyrafinowany dowcip, dialogi. Ale fenomen Niziurskiego polega może przede wszystkim na tym, że stworzył on w swych najlepszych utworach całkiem osobny świat, pokazany z punktu widzenia outsiderów – dojrzewających chłopców nie zawsze akceptowanych przez otoczenie, kolegów i szkołę.

Świat powieści Niziurskiego jest na poły fantastyczny, może nawet nieco groźny; wyobraźnia często triumfuje tu nad codziennością, jednocześnie się nią żywiąc. To świat zawieszony w swoistym bezczasie, a jednak przekonujący i konkretny, choć dyskretnie wyidealizowany (nikt tu nie przeklina, a zło jest najczęściej nieco burleskowe). Konflikty mają mimo to swoją ostrość, a puenta (jak chociażby w „Siódmym wtajemniczeniu”, 1969) niesie gorzki posmak przeczuwanej dojrzałości. Dobrym przykładem zwycięstwa metody Niziurskiego był „Sposób na Alcybiadesa” (1964, lektura szkolna, w 1978 roku wpisana na prestiżową Listę Honorową IBBY), rzecz o uczniach usiłujących przechytrzyć tytułowym „sposobem” swego historyka i niespodziewanie dla siebie zdobywających wiedzę. Jak wspominał pisarz, czerpał tu wprost z własnych przeżyć szkolnych z końca lat 30., oddając przy tym jednocześnie realia czasów gomułkowskich. Przestrzeń jego wartkiej opowieści jest zatem umowna, a przy tym uwodzicielsko konkretna. Łagodząc brutalność życia szkolnego, Niziurski nie ukrywał jej całkowicie i śmiało dawał swym bohaterom prawo do poszukiwań i samookreślenia, co w ówczesnej literaturze dla dzieci i młodzieży nie było wcale częste.

„Niewiarygodne przygody Marka Piegusa” (1959) są jeszcze jednym przykładem doskonałego stopienia nienachalnej, acz przenikliwej społecznej satyry z bystrymi obserwacjami psychologicznymi.

Niewiarygodne przygody Marka Piegusa

Niewiarygodne przygody Marka Piegusa

U Niziurskiego postaci są z reguły barwnie i wyraziście zindywidualizowane, a pisarz nie boi się efektów wręcz groteskowych oraz zręcznego pastiszu, zwłaszcza konwencji kryminału. Operetkowi, lecz budzący nieunikniony uśmiech przestępcy Wieńczysław Nieszczególny i doktor Bogumił Kadryll mają wdzięk wodewilowy, a jednocześnie możemy uwierzyć w jakieś (niezbyt wielkie) zagrożenie z ich strony. Natomiast postać wiecznego, wielce sympatycznego pechowca Marka rodzi natychmiast silną czytelniczą identyfikację.

W osadzonym w śląskich realiach „Siódmym wtajemniczeniu” (1969) Niziurski z sukcesem wykorzystał narrację szkatułkową, która prowadzi do końcowej deziluzji. Świat wielkiej chłopackiej przygody okazuje się teatrem, grą. Oczywiście, pisarz czerpał z obiegowych wówczas schematów fabularnych, lecz śmiało naginał je do swych potrzeb. Poruszył temat pierwszej wielkiej erotycznej fascynacji w „Adelo, zrozum mnie!” (1977), nakreślił liryczno-ironiczny portret aspirującego artysty w „Osobliwych przypadkach Cymeona Maksymalnego” (1975), nawiązując zręcznie do dokonań literatury i kina autotematycznego. Często rozgrywał swe powieści w scenerii regionu kieleckiego, który dobrze znał, ale słynne Odrzywoły czy Niekłaj stanowiły osobny ląd. Przez długie lata nie nużył powtarzalnością fabularnej formuły i ideologicznymi podtekstami, jak twórca Pana Samochodzika Zbigniew Nienacki, nie bywał też zbytnio prostoduszny jak Adam Bahdaj.

Czy jednak kino potrafiło znaleźć właściwy klucz do jego twórczości? Przychodziło to z trudem i w pełni udało się właściwie tylko raz w przypadku serialu „Przygody Marka Piegusa” (1966) Mieczysława Waśkowskiego, pomimo pewnych istotnych zmian w fabule. Udało się tu jednak utrafić we właściwą tonację – ekscentrycznej przygody utrzymanej w lekko groteskowym klimacie – dzięki oszczędnej, lecz konsekwentnie umownej inscenizacji i popisom wybitnych aktorów (m.in. Aleksander Dzwonkowski, Janusz Kłosiński, Ludwik Benoit, Mieczysław Czechowicz), chwilami przywodzących na myśl „Kabaret Starszych Panów”.

Wcześniej i później nie było niestety aż tak dobrze. Serial „Sposób na Alcybiadesa” (1997) i zmontowany z tych samych materiałów film „Spona” (1998, reż. Waldemar Szarek) był ambitną próbą swoistego uwspółcześnienia tamtej prozy, ale przedsięwzięcie popadało a to w dydaktyzm, a to w manierę retro; w dodatku rzecz została przeładowana całkiem zresztą interesującą, lecz współczesną muzyką. Filmowcy usiłowali uwspółcześnić błyskotliwe dialogi Niziurskiego, co też kończyło się nie zawsze najlepiej, choć występ Władysława Kowalskiego jako Alcybiadesa był bardzo udany. Za sukces trudno uznać „Tajemnicę dzikiego szybu” (1956) Wadima Berestowskiego, według przełamującej socrealistyczne schematy „Księgi urwisów” (1954). W tym przypadku owo niezbyt chlubne dziedzictwo stało się jaskrawo widoczne, choć naturalny występ braci Damięckich jako chłopięcych bohaterów zasługiwał na uwagę. „Tajemnica starego ogrodu” (1983) Juliana Dziedziny, według brawurowej „Awantury w Niekłaju” (1962), pomimo doskonałej obsady (Wiesław Gołas, Bogusz Bilewski, Stefan Friedmann, Andrzej Pieczyński), była charakterystycznym dla swych czasów filmem nakręconym z chęci zdyskontowania popularności utworów Niziurskiego, lecz gubiącym ich ducha w dość anonimowej stylistyce filmu familijnego.

Kryptonim Nektar

Kryptonim Nektar

Paradoksem jest, że ducha prozy Niziurskiego całkiem nieźle oddawał „Kryptonim Nektar” (1963) Leona Jeannota (pisarz był współscenarzystą), mocno groteskowa opowiastka kryminalna dla dorosłych, z Bogumiłem Kobielą w roli głównej.

 

Fiszka filmu:  Klub włóczykijów

 
Klub włóczykijów

Reżyseria: 


Obsada:
, , ,



Premiera: 18 Wrzesień 2015
Rok produkcji: 2015
Kraj: Polska


 
 
 
 

Dystrybutor filmu

 
 
 
 

Katagoria: warsztat scenarzysty
Słowa kluczowe: , , , ,
Opublikowano 2 lata temu.
Publikacja była czytana: 704  razy.